2
Więcej z nim nie rozmawiałam. Każda podjęta rozmowa kończyła się fiaskiem.
Spojrzałam na deskę rozdzielczą. Było po szesnastej. Jechaliśmy już cztery godziny. Powoli zaczynałam odczuwać zmęczenie i ból mięśni. Miałam dość siedzenia w jednej pozycji.
Dawid nie zwracał na mnie żadnej uwagi. Zupełnie jakby mnie tu nie było.
Właśnie do mnie dotarło że moi rodzice pewnie odchodzą od zmysłów! A ja nie miałam telefonu bo został w torbie która była w szkole. Świetnie po prostu.
-Co z moimi rodzicami?-spytałam.-Przecież oni pewnie myślą że ja zginęłam w tym pożarze! Co ja im powiem jak wrócę do domu?! Że porwał mnie jakiś idiota który wmówił sobie że jest moim aniołem stróżem?!
-W twojej szkole nie było żadnego pożaru. A twoi rodzice wiedzą że jesteś ze mną..-przerwałam mu.
-Zażądałeś okupu?!
-Ja oszaleje z tobą.-zacisnął mocniej dłonie na kierownicy.
-Mów ile chcesz pieniędzy!
-Czy do ciebie naprawdę nic nie dociera?! To nie jest porwanie! Twoi rodzice wiedzą gdzie jedziemy! Wiedzą bo sami kazali mnie tam cie zabrać! A teraz łaskawie zamknij się i daj mi się skupić na drodze! Głowa już mnie boli od twojego trajkotania!
-Co z ciebie za anioł skoro masz migrenę.-mruknęłam.
Dawid złapał się za głowę.
-Jak do jedziemy na miejsce wszystko ci wytłumaczę. A teraz błagam cię nie odzywaj się choć przez chwile.
-O czym chcesz myśleć? O tym jaką by mi tu bajeczkę wcisnąć?
-Jeszcze jedno słowo a bądź pewna że zwiąże cie, zakleję usta i wrzucę do bagażnika.
-Trzeba było mnie nie porywać.-powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
-To nie jest porwanie!-wrzasnął.
Przestraszona podkuliłam nogi pod siebie i oparłam głowę o okno.
Już tęskniłam za rodzicami. Jego tłumaczenia nie docierały do mnie. Dla mnie to było porwanie. I tak właściwie co mi mogło grozić?
Wyprzedzając jakiś samochód spojrzałam przelotnie na kierowce. Kierował jakiś mężczyzna po czterdziestce. Na nosie miał okulary, podobne do Dawida. Spojrzał na mnie przelotnie i znów patrzył na drogę. Nagle jakby dostał jakiegoś olśnienia, spojrzał na mnie. Przyglądał mi się przez krótką chwilę, ja mu również. Zdjął okulary z nosa i znów patrzał na mnie. Jego brwi zbliżyły się do siebie, miał wrogą minę. Zaklął pod nosem i sięgnął po coś na fotel pasażera.
Gdy zobaczyłam po co sięgnął serce zaczęło bić mi jak szalone. Wycelował we mnie pistolet! Przerażona tym widokiem krzyknęłam. Dawid spojrzał na mnie a potem zaraz na owego faceta.
-Schyl się!-docisnął gazu i wyrwaliśmy do przodu.
Próbowałam odpiąć pas ale dłonie tak mi trzęsły że nie byłam w stanie nic zrobić. Byłam przerażona. Dawid widząc moje gramoty odpiął pas i pchnął w dół. Skuliłam się i zakryłam głowę rękoma.
Dawid wrzucił biegi na piątkę i znów docisnął ostro gazu. Co chwilę spoglądał w lusterko.
-Cholera.-wyprzedził kilka samochodów i bacznie obserwował co dzieje się na drodze.
-Dlaczego on we mnie celował? Co ja mu zrobiłam?!-z oczu płynęły mi łzy.
-Gabi nie teraz!-warknął.-Otwórz schowek i daj mi pistolet.
Sięgnęłam do schowka i wyjęłam z niego broń. Położyłam ją na swoim miejscu.
-Nosisz ze sobą broń?
Gdy zobaczyłam po co sięgnął serce zaczęło bić mi jak szalone. Wycelował we mnie pistolet! Przerażona tym widokiem krzyknęłam. Dawid spojrzał na mnie a potem zaraz na owego faceta.
-Schyl się!-docisnął gazu i wyrwaliśmy do przodu.
Próbowałam odpiąć pas ale dłonie tak mi trzęsły że nie byłam w stanie nic zrobić. Byłam przerażona. Dawid widząc moje gramoty odpiął pas i pchnął w dół. Skuliłam się i zakryłam głowę rękoma.
Dawid wrzucił biegi na piątkę i znów docisnął ostro gazu. Co chwilę spoglądał w lusterko.
-Cholera.-wyprzedził kilka samochodów i bacznie obserwował co dzieje się na drodze.
-Dlaczego on we mnie celował? Co ja mu zrobiłam?!-z oczu płynęły mi łzy.
-Gabi nie teraz!-warknął.-Otwórz schowek i daj mi pistolet.
Sięgnęłam do schowka i wyjęłam z niego broń. Położyłam ją na swoim miejscu.
-Nosisz ze sobą broń?
-Narzekasz? Nie uważasz że jest teraz nam potrzebna?-znów spojrzał w lusterko.
Sięgnął po broń i położył ją sobie na lewą nogę.
Wychyliłam się by zobaczyć czy ten facet jeszcze za na mi jedzie. Dawid nic nie powiedział więc zajęłam znów miejsce na fotelu, jednak pasów nie zapięłam. Spojrzałam w boczne lusterko ale słabo widziałam więc obróciłam się na fotelu by wyjrzeć przez tylną szybę.
-Nie wychylaj się!-warknął Dawid. Usiadłam w fotelu i spoglądałam w tylne lusterko.
Sięgnął po broń i położył ją sobie na lewą nogę.
Wychyliłam się by zobaczyć czy ten facet jeszcze za na mi jedzie. Dawid nic nie powiedział więc zajęłam znów miejsce na fotelu, jednak pasów nie zapięłam. Spojrzałam w boczne lusterko ale słabo widziałam więc obróciłam się na fotelu by wyjrzeć przez tylną szybę.
-Nie wychylaj się!-warknął Dawid. Usiadłam w fotelu i spoglądałam w tylne lusterko.
-Nigdzie go nie widzę. Chyba go zgubiliśmy.
-On chce żebyśmy tak myśleli.
-Wytłumacz mi o co w tym wszystkim chodzi! Teraz!
-Nie, nie teraz. Powiedziałem ci że wszystko wytłumaczę jak już będziemy na miejscu. Jak już będziemy bezpieczni.
-Więc powiedz mi gdzie jedziemy.
-On chce żebyśmy tak myśleli.
-Wytłumacz mi o co w tym wszystkim chodzi! Teraz!
-Nie, nie teraz. Powiedziałem ci że wszystko wytłumaczę jak już będziemy na miejscu. Jak już będziemy bezpieczni.
-Więc powiedz mi gdzie jedziemy.
-Tam gdzie nas nie znajdą .
-To znaczy gdzie!-nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu patrzył na drogę i znów wymijał kolejne auta.
Miałam ochotę rozpłakać się. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Jechałam z jakimiś chłopakiem który wywołał alarm w szkole i porwał mnie z niej. Twierdzi że moi rodzice wiedzą o wszystkim. A przecież rano wszystko było normalne. Nic mi nie powiedzieli. Nie zachowywali się podejrzanie. Wszystko było jak zawsze. Więc dlaczego teraz wszystko się schrzaniło?
Byłoby mi to wszystko łatwiej zrozumieć gdy w końcu powiedział o co chodzi ale on wolał milczeć.
Przecież moja mama była księgową w firmie która dopiero się rozrastała. Ojciec był doradcą finansowym. Nigdy nie odnosiliśmy się z naszym majątkiem. Rodzice byli tego zdania że wszystko co zarabiają i odkładają pomoże mi w przyszłości.
Poczułam jak pulsuje mi w skroniach. A jakby tego wszystkiego było mało, tam ten mężczyzna powrócił. Pędził prosto na nas.
Usłyszeliśmy jakiś szum który był coraz głośniejszy. Dawid spojrzał przez okno i zaklął.
-To znaczy gdzie!-nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu patrzył na drogę i znów wymijał kolejne auta.
Miałam ochotę rozpłakać się. Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi. Jechałam z jakimiś chłopakiem który wywołał alarm w szkole i porwał mnie z niej. Twierdzi że moi rodzice wiedzą o wszystkim. A przecież rano wszystko było normalne. Nic mi nie powiedzieli. Nie zachowywali się podejrzanie. Wszystko było jak zawsze. Więc dlaczego teraz wszystko się schrzaniło?
Byłoby mi to wszystko łatwiej zrozumieć gdy w końcu powiedział o co chodzi ale on wolał milczeć.
Przecież moja mama była księgową w firmie która dopiero się rozrastała. Ojciec był doradcą finansowym. Nigdy nie odnosiliśmy się z naszym majątkiem. Rodzice byli tego zdania że wszystko co zarabiają i odkładają pomoże mi w przyszłości.
Poczułam jak pulsuje mi w skroniach. A jakby tego wszystkiego było mało, tam ten mężczyzna powrócił. Pędził prosto na nas.
Usłyszeliśmy jakiś szum który był coraz głośniejszy. Dawid spojrzał przez okno i zaklął.
-O co chodzi?-spytałam.-Co wydaje ten szum?-próbowałam zobaczyć to co on ale nic nie dostrzegłam.
-To helikopter. Mamy przesrane.-spojrzał na mnie przelotnie.
Zakręciło mi się w głowie. Miałam wrażenie że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
Potwornie się bałam. Co będzie jeśli nad dopadną? Zabiją?
Drgnęłam dźwięk telefonu. Dawid sięgnął do kieszeni i odebrał telefon.
-Namierzyli nas! Wiem! Za ile? Nie nic jej nie jest! Zrozumiałem.-rozłączył się i położył telefon obok mojej nogi.
Za dwa, trzy kilometry zacznie się las. Po minie Dawida wnioskowałam że tam się ukryjemy.
-To helikopter. Mamy przesrane.-spojrzał na mnie przelotnie.
Zakręciło mi się w głowie. Miałam wrażenie że serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
Potwornie się bałam. Co będzie jeśli nad dopadną? Zabiją?
Drgnęłam dźwięk telefonu. Dawid sięgnął do kieszeni i odebrał telefon.
-Namierzyli nas! Wiem! Za ile? Nie nic jej nie jest! Zrozumiałem.-rozłączył się i położył telefon obok mojej nogi.
Za dwa, trzy kilometry zacznie się las. Po minie Dawida wnioskowałam że tam się ukryjemy.
Teraz i ja zobaczyłam helikopter ponieważ był po mojej prawej stronie. Siedziało w nim dwóch facetów w ciemnych okularach. Helikopter leciał równo z samochodem. Przerażona pisnęłam. Dawid spojrzał w moją stronę. Widziałam że się przestraszył równie jak ja ale od razu próbował to ukryć.
-Kucaj!-krzyknął. Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Od razu się zsunęłam z fotela.-Trzymaj się mocno. Za chwilę wjedziemy do lasu. Będzie trzęsło.
Znów dodał gazu. Gdy zbliżaliśmy się do wjazdu, zredukował biegi i ostro skręcił w prawo. Uderzyłam o drzwi. Strasznie mnie bolały żebra i głowa.
-Przepraszam!-rzucił szybko. Poczułam jak tył samochodu zniosło ale Dawid zaraz nad tym zapanował.
Miał rację, samochodem cholernie trzęsło. W samochodzie od razu zrobiło się ciemniej i kilka stopni chłodnej. Poczułam zimno na polikach, odruchowo je przetarłam. Były mokre. Nawet nie wiem kiedy z oczu popłynęły mi łzy.
Usłyszałam strzały. Dawid złapał za broń jednak nie strzelił a ni razu.Był jednak w gotowości jej użyć.
Jego telefon znów zadzwonił, rozejrzałam się za nim na siedzeniu ale go nie było. Musiał spać gdy skręcaliśmy. Zaczęłam więc za nim macać pod fotelem. W momencie gdy znów skręcaliśmy w lewo telefon wysunął się spod fotela. Złapałam go i podałam Dawidowi.
-W lesie! Właśnie teraz! Gdzie teraz?! Rozumiem!-zerknął na lusterko.-Cały czas za nami! Za ile? Dobra, rozumiem!-rzucił telefon znów na siedzenie. Jechaliśmy przez długi czas prosto.
-Teraz trzymaj się mocno. Zaraz wyjeżdżamy z lasu. Może boleć.
Przywarłam więc do drzwi i złapałam się klamki. Pierw delikatnie zjechał w lewo, jechaliśmy tak nie całą minutę aż szarpnęło nami i znów do samochodu dostawały się promienie słoneczne.
Dawid zaśmiał się delikatnie.
-Co za pajac.-mruknął pod nosem.
-Kucaj!-krzyknął. Nie trzeba było mi dwa razy powtarzać. Od razu się zsunęłam z fotela.-Trzymaj się mocno. Za chwilę wjedziemy do lasu. Będzie trzęsło.
Znów dodał gazu. Gdy zbliżaliśmy się do wjazdu, zredukował biegi i ostro skręcił w prawo. Uderzyłam o drzwi. Strasznie mnie bolały żebra i głowa.
-Przepraszam!-rzucił szybko. Poczułam jak tył samochodu zniosło ale Dawid zaraz nad tym zapanował.
Miał rację, samochodem cholernie trzęsło. W samochodzie od razu zrobiło się ciemniej i kilka stopni chłodnej. Poczułam zimno na polikach, odruchowo je przetarłam. Były mokre. Nawet nie wiem kiedy z oczu popłynęły mi łzy.
Usłyszałam strzały. Dawid złapał za broń jednak nie strzelił a ni razu.Był jednak w gotowości jej użyć.
Jego telefon znów zadzwonił, rozejrzałam się za nim na siedzeniu ale go nie było. Musiał spać gdy skręcaliśmy. Zaczęłam więc za nim macać pod fotelem. W momencie gdy znów skręcaliśmy w lewo telefon wysunął się spod fotela. Złapałam go i podałam Dawidowi.
-W lesie! Właśnie teraz! Gdzie teraz?! Rozumiem!-zerknął na lusterko.-Cały czas za nami! Za ile? Dobra, rozumiem!-rzucił telefon znów na siedzenie. Jechaliśmy przez długi czas prosto.
-Teraz trzymaj się mocno. Zaraz wyjeżdżamy z lasu. Może boleć.
Przywarłam więc do drzwi i złapałam się klamki. Pierw delikatnie zjechał w lewo, jechaliśmy tak nie całą minutę aż szarpnęło nami i znów do samochodu dostawały się promienie słoneczne.
Dawid zaśmiał się delikatnie.
-Co za pajac.-mruknął pod nosem.
-Co się stało?-spytałam. Nadal bałam się wychylić.
-Ten koleś za nami przyrżnął w drzewo.
-Więc jesteśmy bezpieczni?
-Chciałbym.-westchnął.-Jest jeszcze helikopter.
-Ach no tak.-jednak kamień spadł mi z serca.-Ścierpły mi nogi.
-Za kilka kilometrów zatrzymamy się w lesie. Tam czeka na nas inne auto. Wtedy się rozprostujesz.
Dawid położył broń na moim siedzeniu i znów przyśpieszył.
-Ile masz lat?-spytałam.
-Ten koleś za nami przyrżnął w drzewo.
-Więc jesteśmy bezpieczni?
-Chciałbym.-westchnął.-Jest jeszcze helikopter.
-Ach no tak.-jednak kamień spadł mi z serca.-Ścierpły mi nogi.
-Za kilka kilometrów zatrzymamy się w lesie. Tam czeka na nas inne auto. Wtedy się rozprostujesz.
Dawid położył broń na moim siedzeniu i znów przyśpieszył.
-Ile masz lat?-spytałam.
-Dlaczego pytasz?-właściwie nie wiedziałam dlaczego pytałam. Samo mi się wymsknęło.
-Wyglądasz jakbyś miał co najmniej dwadzieścia lat.
-Mhm.-spojrzał przez okno. Helikopter wciąż nas obserwował.-Nie pomyliłaś się.
Piętnaście minut później wjechaliśmy do lasu. Przez las jechaliśmy kolejne piętnaście minut. Gdy się zatrzymaliśmy Dawid pomógł mi wysiąść. Zobaczyłam sportowy samochód. Drzwi otworzyły się i wysiadł.. mój ojciec. To totalny szok. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
-Tato! Co ty tu robisz? Tak się bałam.-z oczu popłynęły mi łzy.
-Wyglądasz jakbyś miał co najmniej dwadzieścia lat.
-Mhm.-spojrzał przez okno. Helikopter wciąż nas obserwował.-Nie pomyliłaś się.
Piętnaście minut później wjechaliśmy do lasu. Przez las jechaliśmy kolejne piętnaście minut. Gdy się zatrzymaliśmy Dawid pomógł mi wysiąść. Zobaczyłam sportowy samochód. Drzwi otworzyły się i wysiadł.. mój ojciec. To totalny szok. Podbiegłam do niego i rzuciłam mu się na szyję.
-Tato! Co ty tu robisz? Tak się bałam.-z oczu popłynęły mi łzy.
-Kochanie wiem. Jednak nie ma czasu na wyjaśnienie.-otarł moje łzy i przyglądał mi się z uwagą. Wiem że się boisz ale na prawdę musisz nam zaufać, a teraz przede wszystkim musisz zaufać Dawidowi. To on teraz jest za ciebie odpowiedzialny. Dopilnuje by nie spadł ci włos z głowy.-znów mnie przytulił.-Już nie długo wszystko wróci do normy. Obiecuję.
-Tato ale powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi?
-Gabi nie ma teraz na to czasu.
-Ale ja się boję.
-Wiem skarbie.-mocniej mnie objął.-Niestety musimy już się zbierać żeby niczego się nie domyślili.
-Tato chciałabym porozmawiać z mamą.
-Wieczorem się z wami skontaktujemy. Teraz naprawdę musimy już jechać.-pocałował mnie w czoło.-Pamiętaj że bardzo cię z mamą kochamy.-odsunął mnie od siebie.
Wymienił się kluczykami z Dawidem.
-Dobrze jej pilnuj.-powiedział do niego dość ostro.
-Tak jest.
-W samochodzie macie torby z ubraniami. Mama spakowała to co uznała że jest najpotrzebniejsze.-znów spojrzał na Dawida.-W twojej torbie jest koperta z gotówką.-znów spojrzał na mnie.-Gabi w przodzie są okulary i czapka, proszę cię, załóż to i nie ściągaj do póki nie dotrzecie na miejsce. Kocham cię.-ruszył do samochodu. Za nim wsiadł spojrzał na mnie ostatni raz. Widziałam troskę w jego oczach i smutek. Wsiadł do auta i odjechał.
-Tato ale powiedz mi o co w tym wszystkim chodzi?
-Gabi nie ma teraz na to czasu.
-Ale ja się boję.
-Wiem skarbie.-mocniej mnie objął.-Niestety musimy już się zbierać żeby niczego się nie domyślili.
-Tato chciałabym porozmawiać z mamą.
-Wieczorem się z wami skontaktujemy. Teraz naprawdę musimy już jechać.-pocałował mnie w czoło.-Pamiętaj że bardzo cię z mamą kochamy.-odsunął mnie od siebie.
Wymienił się kluczykami z Dawidem.
-Dobrze jej pilnuj.-powiedział do niego dość ostro.
-Tak jest.
-W samochodzie macie torby z ubraniami. Mama spakowała to co uznała że jest najpotrzebniejsze.-znów spojrzał na Dawida.-W twojej torbie jest koperta z gotówką.-znów spojrzał na mnie.-Gabi w przodzie są okulary i czapka, proszę cię, załóż to i nie ściągaj do póki nie dotrzecie na miejsce. Kocham cię.-ruszył do samochodu. Za nim wsiadł spojrzał na mnie ostatni raz. Widziałam troskę w jego oczach i smutek. Wsiadł do auta i odjechał.
-też musimy już jechać.-Dawid złapał mnie delikatnie za łokieć i odwrócił w stronę samochodu. Po kolejnych czterech godzinach jazdy zatrzymaliśmy się w lesie. Dawid wyjął nasze bagaże i podszedł do bagażnika. Wyjął plandekę w kolorze moro i nakrył nią samochód.
-Weź torbę z zakupami i tą torbę ja wezmę resztę.
-Jesteś pewien? To musi być dość ciężkie.-martwiłam się, choć nie wątpiłam w jego siłę.
-Weź torbę z zakupami i tą torbę ja wezmę resztę.
-Jesteś pewien? To musi być dość ciężkie.-martwiłam się, choć nie wątpiłam w jego siłę.
-Ty tego nie uniesiesz a czeka nas jeszcze co najmniej pół godziny marszu.
Myślałam że się przesłyszałam.
-Co? To gdzie ty chcesz mnie wyprowadzić? Nie mów że będziemy spać w namiocie?
-Nie marnuj czasu na zrzędzenie. Bierz torby i idziemy.
Myślałam że się przesłyszałam.
-Co? To gdzie ty chcesz mnie wyprowadzić? Nie mów że będziemy spać w namiocie?
-Nie marnuj czasu na zrzędzenie. Bierz torby i idziemy.
Dawid ruszył pierwszy. Szłam za nim. Po jakiś piętnastu minutach intensywnej wspinaczki w górę lasu czułam że jestem cała zalana potem i podrapana. Odczuwałam też zmęczenie i straszny ból głowy.
Dawid a ni razu nie oglądnął się czy idę za nim czy turlałam się z górki. Miałam na prawdę dosyć.
Gdy doszliśmy na miejsce miałam ochotę się rozpłakać. Przede mną stała stara chatka, która na moje, runie od trochę mocniejszego podmuchu wiatru. Obawiałam się że w środku wygląda to równie źle jak na zewnątrz. Nagle dostałam przebłysku! Skoro ta chatka wygląda jak ruina to pewnie można zapomnieć o ciepłej wodzie i toalecie!
Za nim weszłam do środka, pierwszy wsunął się Dawid. Zapalił światło i upewnił się że nikt się tam nie rozgościł. Gdy tylko weszłam do środka, Dawid od razu zamknął drzwi na wszystkie zasuwy jakie były. Jednak w głębi duszy czułam że jednym kopniakiem da się je wyłamać. Więc to nas nie ochroni.
Rozejrzałam się po chatce. Kuchnia, o ile można to tak nazwać była połączona z pokojem. Po lewej stronie stało stare, zapleśniałe, JEDNOOSOBOWE łóżko! Mała szafka nocna, która raczej rozpadnie się pod jakimkolwiek ciężarem, nawet tym najmniejszym. Obok szafki był regał schowany w ścianie. Kompletnie zakurzony z starymi książkami. Zaraz obok znajdywały się drzwi. Błagam niech to będzie łazienka! Po mojej prawej wisiały trzy szafki które też były w oklepanym stanie. Istnieje prawdopodobieństwo że drzwiczki odpadną przy próbie ich otworzenia. Pod nimi były trzy szafki, z czego w jednej był zamontowany zlew. Zlew był oczywiście pokryty cały rdzą. Gdzie kończyły się szafki zaczynała się zardzewiała gazówka i lodówka. Po prostu miałam ochotę się rozpłakać. Na środku tego wszystkiego stał maleńki stół, równie stary jak wszystko w tej chacie, i dwa krzesła. Jednak nie zamierzałam na nie siadać. Ba nawet niczego kłaść na nie! Obawiałam się że wszystko runie lada moment.
-Błagam cię powiedz że to jest jakiś kiepski żart.-sapnęłam gdy postawił torby obok regału z książkami.
Jednak nic nie odpowiedział. Podszedł tylko do mnie i złapał mnie jak uprzednio za łokieć i pociągnął do regału. Sięgnął po książkę.
-Nie mów że zamierzasz czytać teraz.-znów brak odpowiedzi. Zaczęło mnie to irytować. Otworzył książkę. Oczywiście spodziewałam się zakurzonych kartek, jednak zamiast tego wyskoczyła klawiaturka i mały ekranik. Odruchowo odskoczyłam do tyłu. Dawid wpisał coś i złapał moją dłoń. Przyłożył do ekranika mojego kciuka i wtem wielki regał zatrząsł się i odsunął.
Naszym oczom ukazało się dość małe pomieszczenie wyłożone lustrami.
Dawid poustawiał tam bagaże a ja stałam z prawie rozdziawiona buzią. Byłam w lekkim szoku, szczerze mówiąc.
-Wchodź.-wepchnął mnie do windy. Zakupy położyłam między nogami. Było tu naprawdę mało miejsca. Dawid stanął twarzą do mnie. Był naprawdę blisko. Nasze twarze dzieliło mniej niż pięć centymetrów.Czułam jego umięśniony tors na sobie. Zrobiło mi się mega gorąco.Oparł dłoń obok mojej głowy a drugą wcisnął przycisk. Regał wrócił na swoje miejsce. Wysunęły się metalowe drzwi. Winda się zatrzęsła, Dawid poleciał na mnie. Musnął mój policzek ustami. Odruchowo położyłam dłoń na jego torsie by się przytrzymać. Zobaczyłam rozkoszny uśmieszek na jego twarzy.
-Przepraszam.-bąknęłam.
Czułam zapach jego perfum. Był potwornie pociągający. Miałam ogromną ochotę się do niego przytulić a nawet go pocałować. Serce biło mi tak głośno i szybko że obawiałam się czy on tego nie słyszy.
Dawid a ni razu nie oglądnął się czy idę za nim czy turlałam się z górki. Miałam na prawdę dosyć.
Gdy doszliśmy na miejsce miałam ochotę się rozpłakać. Przede mną stała stara chatka, która na moje, runie od trochę mocniejszego podmuchu wiatru. Obawiałam się że w środku wygląda to równie źle jak na zewnątrz. Nagle dostałam przebłysku! Skoro ta chatka wygląda jak ruina to pewnie można zapomnieć o ciepłej wodzie i toalecie!
Za nim weszłam do środka, pierwszy wsunął się Dawid. Zapalił światło i upewnił się że nikt się tam nie rozgościł. Gdy tylko weszłam do środka, Dawid od razu zamknął drzwi na wszystkie zasuwy jakie były. Jednak w głębi duszy czułam że jednym kopniakiem da się je wyłamać. Więc to nas nie ochroni.
Rozejrzałam się po chatce. Kuchnia, o ile można to tak nazwać była połączona z pokojem. Po lewej stronie stało stare, zapleśniałe, JEDNOOSOBOWE łóżko! Mała szafka nocna, która raczej rozpadnie się pod jakimkolwiek ciężarem, nawet tym najmniejszym. Obok szafki był regał schowany w ścianie. Kompletnie zakurzony z starymi książkami. Zaraz obok znajdywały się drzwi. Błagam niech to będzie łazienka! Po mojej prawej wisiały trzy szafki które też były w oklepanym stanie. Istnieje prawdopodobieństwo że drzwiczki odpadną przy próbie ich otworzenia. Pod nimi były trzy szafki, z czego w jednej był zamontowany zlew. Zlew był oczywiście pokryty cały rdzą. Gdzie kończyły się szafki zaczynała się zardzewiała gazówka i lodówka. Po prostu miałam ochotę się rozpłakać. Na środku tego wszystkiego stał maleńki stół, równie stary jak wszystko w tej chacie, i dwa krzesła. Jednak nie zamierzałam na nie siadać. Ba nawet niczego kłaść na nie! Obawiałam się że wszystko runie lada moment.
-Błagam cię powiedz że to jest jakiś kiepski żart.-sapnęłam gdy postawił torby obok regału z książkami.
Jednak nic nie odpowiedział. Podszedł tylko do mnie i złapał mnie jak uprzednio za łokieć i pociągnął do regału. Sięgnął po książkę.
-Nie mów że zamierzasz czytać teraz.-znów brak odpowiedzi. Zaczęło mnie to irytować. Otworzył książkę. Oczywiście spodziewałam się zakurzonych kartek, jednak zamiast tego wyskoczyła klawiaturka i mały ekranik. Odruchowo odskoczyłam do tyłu. Dawid wpisał coś i złapał moją dłoń. Przyłożył do ekranika mojego kciuka i wtem wielki regał zatrząsł się i odsunął.
Naszym oczom ukazało się dość małe pomieszczenie wyłożone lustrami.
Dawid poustawiał tam bagaże a ja stałam z prawie rozdziawiona buzią. Byłam w lekkim szoku, szczerze mówiąc.
-Wchodź.-wepchnął mnie do windy. Zakupy położyłam między nogami. Było tu naprawdę mało miejsca. Dawid stanął twarzą do mnie. Był naprawdę blisko. Nasze twarze dzieliło mniej niż pięć centymetrów.Czułam jego umięśniony tors na sobie. Zrobiło mi się mega gorąco.Oparł dłoń obok mojej głowy a drugą wcisnął przycisk. Regał wrócił na swoje miejsce. Wysunęły się metalowe drzwi. Winda się zatrzęsła, Dawid poleciał na mnie. Musnął mój policzek ustami. Odruchowo położyłam dłoń na jego torsie by się przytrzymać. Zobaczyłam rozkoszny uśmieszek na jego twarzy.
-Przepraszam.-bąknęłam.
Czułam zapach jego perfum. Był potwornie pociągający. Miałam ogromną ochotę się do niego przytulić a nawet go pocałować. Serce biło mi tak głośno i szybko że obawiałam się czy on tego nie słyszy.
Poczułam na swojej szyi jego oddech. Przeszedł mnie dreszcz. Spojrzałam na niego. Miał lekko rozchylone usta. Miał takie kuszące wargi. Oblizałam usta. Spoglądał prosto w moje oczy.
Nie dopuszczałam do siebie myśli co by było gdyby winda uległa teraz awarii. Winda znów szarpnęła i Dawid wbił się we mnie. Jego twarz, a dokładniej jego usta, dotykały mojego ucha. Czułam i słyszałam jego oddech. Poczułam jak łapie delikatnie mój płatek ucha i go przygryza. Wbiłam mu paznokcie w pierś. Przejechał swoim nosem po mojej skórze. Skierował się na moje usta. Pocałuj mnie pomyślałam. Zamiast tego sięgnął po zakupy i podał mi je. Winda się otworzyła.
Zobaczyłam biały korytarz.
-Co to jest?-spytałam. Zdaje się że co raz mniej rozumiałam.
-No chyba nie myślałaś że będziemy spać razem na tym zapleśniałym łóżku?
Nie widziałam jego twarzy bo sięgał bagaże z windy.
Nie dopuszczałam do siebie myśli co by było gdyby winda uległa teraz awarii. Winda znów szarpnęła i Dawid wbił się we mnie. Jego twarz, a dokładniej jego usta, dotykały mojego ucha. Czułam i słyszałam jego oddech. Poczułam jak łapie delikatnie mój płatek ucha i go przygryza. Wbiłam mu paznokcie w pierś. Przejechał swoim nosem po mojej skórze. Skierował się na moje usta. Pocałuj mnie pomyślałam. Zamiast tego sięgnął po zakupy i podał mi je. Winda się otworzyła.
Zobaczyłam biały korytarz.
-Co to jest?-spytałam. Zdaje się że co raz mniej rozumiałam.
-No chyba nie myślałaś że będziemy spać razem na tym zapleśniałym łóżku?
Nie widziałam jego twarzy bo sięgał bagaże z windy.
Nic mu nie odpowiedziałam bo nie wiedziałam co mogłam mu powiedzieć.
-Nigdzie nie odchodź. Krok za daleko i uruchomisz taki alarm że nas od razu znajdą.
Więc stałam posłusznie w miejscu i się nie ruszałam.
Podszedł do ściany gdzie wisiał beznadziejny obraz. Zdjął go i znów pokazał się mały komputerek.
-Podejdź tu.-stanęłam tam gdzie kazał.-Nie mrugaj.-pojawiła się wiązka lasera i zaświeciła mi w oko.
-Gabriela Rotwicka, urodzona dwudziestego lipca, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego.-usłyszeliśmy. Spojrzałam na Dawida.
-Blokada została zdjęta. Korytarz jest bezpieczny.
-Okej możemy iść.-powiedział i odwiesił obraz na miejsce. Oczywiście ruszył jako pierwszy.
Otworzył drzwi i zapalił światło. Gdy weszłam ujrzałam przepiękny salon. Mniej więcej na środku stała wielka siwa kanapa. Na przeciw niej znajdował się telewizor zamontowany na ścianie. Po bokach znajdowały się zielonkawe pufy. Cały salon był w odcieniu zieleni i siwego. Znajdował się duży stół oraz dużo regałów z książkami. Odtwarzacz muzyki. I stół do piłkarzyków.
-Wow. Tu jest pięknie.-szepnęłam. Nie byłam przekonana czy Dawid to słyszał ale mało mnie to obchodziło.
-Nigdzie nie odchodź. Krok za daleko i uruchomisz taki alarm że nas od razu znajdą.
Więc stałam posłusznie w miejscu i się nie ruszałam.
Podszedł do ściany gdzie wisiał beznadziejny obraz. Zdjął go i znów pokazał się mały komputerek.
-Podejdź tu.-stanęłam tam gdzie kazał.-Nie mrugaj.-pojawiła się wiązka lasera i zaświeciła mi w oko.
-Gabriela Rotwicka, urodzona dwudziestego lipca, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego siódmego.-usłyszeliśmy. Spojrzałam na Dawida.
-Blokada została zdjęta. Korytarz jest bezpieczny.
-Okej możemy iść.-powiedział i odwiesił obraz na miejsce. Oczywiście ruszył jako pierwszy.
Otworzył drzwi i zapalił światło. Gdy weszłam ujrzałam przepiękny salon. Mniej więcej na środku stała wielka siwa kanapa. Na przeciw niej znajdował się telewizor zamontowany na ścianie. Po bokach znajdowały się zielonkawe pufy. Cały salon był w odcieniu zieleni i siwego. Znajdował się duży stół oraz dużo regałów z książkami. Odtwarzacz muzyki. I stół do piłkarzyków.
-Wow. Tu jest pięknie.-szepnęłam. Nie byłam przekonana czy Dawid to słyszał ale mało mnie to obchodziło.
Kuchnia była oddzielona ścianką. Była cała biała z nie wielkimi dodatkami zieleni. Nie była duża ale znajdowały się w niej wszystkie najpotrzebniejsze przybory. No ale przede wszystkim nie było w niej najmniejszego brudu!
-Założę się że chciałabyś zobaczyć łazienkę.-powiedział.
Zaprowadził mnie pod duże brązowe drzwi. Otworzyłam je. Naszym oczom ukazała się wielka wanna w kształcie łezki. W rogu stał równie duży prysznic. Była też szafka no i pralka.
Wyszliśmy z łazienki. Podprowadził mnie pod kolejne drzwi. Otworzył je przede mną i wpuścił jako pierwszą. Klasnął w dłonie i zapaliło się słabe światło. Klasnął raz jeszcze, siła światła się zwiększyła. Pod ścianą stało wielkie łóżko. Po prawej komoda na ubrania. Regał z książkami. Na przeciw stała mała toaletka z sporym lustrem.
Zaprowadził mnie pod duże brązowe drzwi. Otworzyłam je. Naszym oczom ukazała się wielka wanna w kształcie łezki. W rogu stał równie duży prysznic. Była też szafka no i pralka.
Wyszliśmy z łazienki. Podprowadził mnie pod kolejne drzwi. Otworzył je przede mną i wpuścił jako pierwszą. Klasnął w dłonie i zapaliło się słabe światło. Klasnął raz jeszcze, siła światła się zwiększyła. Pod ścianą stało wielkie łóżko. Po prawej komoda na ubrania. Regał z książkami. Na przeciw stała mała toaletka z sporym lustrem.
-A to nasze łóżko.-szepnął mi do ucha. Przeszedł mnie dreszcz.
-Słucham?-odwróciłam się. Dawid zaczął się śmiać. Najwidoczniej musiałam mieć dość dziwną minę. Chyba.
-Twoja mina jest bezcenna.-zaśmiał się.-Żartowałem. To twój pokój.
Podszedł do komody i wziął z niej pilota.
-Tym pilotem obsługujesz telewizor.
-Twoja mina jest bezcenna.-zaśmiał się.-Żartowałem. To twój pokój.
Podszedł do komody i wziął z niej pilota.
-Tym pilotem obsługujesz telewizor.
-Jaki tele..-z podłogi wysunęła się spora plazma.-Wow.
-Tak, wow.-chyba nie cieszył się tak jak ja.-Mój znajduje się naprzeciw twojego. Jakby coś działo wystarczy że zawołasz.-podał mi pilota i wyszedł.
-Tak, wow.-chyba nie cieszył się tak jak ja.-Mój znajduje się naprzeciw twojego. Jakby coś działo wystarczy że zawołasz.-podał mi pilota i wyszedł.
Podeszłam do łóżka i pogłaskałam pościel. Była taka aksamitna.
Przydałaby mi się teraz relaksująca kąpiel. W łazience widziałam ręczniki.
Podeszłam do mojej walizki i położyłam ją i następnie otworzyłam. Na samej górze było zdjęcie. Miałam wtedy siedem lat i złamaną rękę. Stałam naburmuszona z rodzicami i moim znienawidzonym rowerkiem. To na nim złamałam rękę. Tego dnia tata uczył mnie jeździć. Mimo tego że przecierpiałam z gipsem długi miesiąc to ten dzień był moim ulubionym. Tata nauczył mnie żebym nigdy się nie poddawała i zawsze wierzyła w to co robię. Tego samego dnia gdy zdjęto mi gips, nauczyłam się jeździć rowerem.
Przydałaby mi się teraz relaksująca kąpiel. W łazience widziałam ręczniki.
Podeszłam do mojej walizki i położyłam ją i następnie otworzyłam. Na samej górze było zdjęcie. Miałam wtedy siedem lat i złamaną rękę. Stałam naburmuszona z rodzicami i moim znienawidzonym rowerkiem. To na nim złamałam rękę. Tego dnia tata uczył mnie jeździć. Mimo tego że przecierpiałam z gipsem długi miesiąc to ten dzień był moim ulubionym. Tata nauczył mnie żebym nigdy się nie poddawała i zawsze wierzyła w to co robię. Tego samego dnia gdy zdjęto mi gips, nauczyłam się jeździć rowerem.
Postawiłam zdjęcie na komodę i skierowałam je w stronę łóżka. Wróciłam do walizki.
-No dobrze zobaczmy co tu jeszcze mamy.-powiedziałam sama do siebie.
Wyjęłam moja futerkową bluzę z pandą i ją przytuliłam. Poczułam na niej zapach perfum mamy. Pewnie też się do niej przytuliła gdy ją pakowała.
-Mamo tęsknie.Wyjęłam moja futerkową bluzę z pandą i ją przytuliłam. Poczułam na niej zapach perfum mamy. Pewnie też się do niej przytuliła gdy ją pakowała.
Póki co wyjęłam z walizki piżamę i przybory toaletowe. Znalazłam także moje masło kokosowe do ciała. Poczułam jego delikatny zapach. Mmm. Już nie mogłam się doczekać aż go w siebie wsmaruję.