niedziela, 23 sierpnia 2015



1

Ten dzień zapowiadał się tak samo jak każdy inny. Nudny i spokojny. Tak przynajmniej wydawało mi się o szóstej trzydzieści, rano. Jak zwykle po pobudce odleżałam swoje pięć minut i dopiero wstałam by się przygotować do szkoły.
Gdy weszłam do kuchni rodzice kończyli przygotowywać śniadanie.
-Cześć mamo, cześć tato.-usiadłam za stołem i wzięłam łyk gorącej herbaty.
-Witaj skarbie.-odpowiedzieli równocześnie i uśmiechnęli się.
-Nienawidzę czwartków.
-Wiemy.-tata puścił do mnie oczko.
Śniadanie minęło raczej normalnie choć przyznaje że rodzice zachowywali się dość dziwnie. Gdy wychodziłam z domu mocno mnie uściskali i powiedzieli że oboje bardzo mnie kochają.
Wyszłam z domu i poszłam do szkoły.
W szkole byłam za dziesięć ósma.
Usiadłam pod klasą i pod głosiłam muzykę na słuchawkach. W klasie nie miałam raczej żadnych przyjaciółek. Z dziewczynami ograniczałam się raczej do zwykłego “cześć”. Nie widziałam większego sensu by z nimi rozmawiać. Po za tym one były raczej z innego środowiska.
Nie długo później zadzwonił dzwonek na lekcje. Za rogu wyłoniła się moja matematyczka. Tak więc teraz czekają mnie trzy godziny cierpienia.
Po ostatniej godzinie matematyki wszyscy wybiegli z klasy ciesząc się że to już koniec.
Niestety czekała mnie teraz geografia z najokropniejszym nauczycielem z całej szkoły. Na prawdę był jeszcze gorszy niż Krasińska.
W połowie lekcji szkołę ogarnęła totalna panika. Ktoś włączył alarm przeciwpożarowy. Nauczyciel ogłosił że to nie są to ćwiczenia i kazał opuścić klasę zostawiając wszystkie rzeczy. Wziął dziennik i swoją torbę, poczekał aż wszyscy opuszczą klasę i dopiero wyszedł.
-Uwaga! Kierujemy się do wyjścia ewakuacyjnego obok windy! Nikt nigdzie się nie oddala! Idziemy!-krzyknął i ruszyliśmy.
Kłęby dymu narastały co raz bardziej. Nic nie widziałam więc co chwile w kogoś uderzałam. Dziewczyny piszczały przerażone. Grabowski krzyczał by się przymknęły ale to nic nie dawało. Wciąż szliśmy przed siebie.     Ktoś zaczął krzyczeć że znajdujemy się już przy wyjściu. Dym strasznie drapał mnie w gardło. Dostałam okropnego kaszlu.
Usłyszałam syreny straży pożarne. Byli już nie daleko. To dobrze.
Poczułam że ktoś złapał mnie za ramię, odwróciłam się i zobaczyłam zamaskowaną twarz. Chciałam wołać o pomoc ale mój napastnik przyłożył mi mokrą chusteczkę do ust. Nie pamiętam nic więcej.
Ocknęłam się w samochodzie. Leżałam pod kocem na tylnym siedzeniu. Ostrożnie się rozejrzałam. Nie chciałam się za bardzo ruszać by mój porywacz nie domyślił się że już się ocknęłam.
Samochód był dość duży. Chyba jakaś terenówka. Dokładnie nie wiedziałam bo nie znam się na markach samochodów.
Chciałam przyjrzeć się twarzy kierującemu by jak najwięcej zapamiętać, ale owy mężczyzna miał okulary przeciw słoneczne.
Poczułam delikatny ból głowy. Odruchowo złapałam się za głowę. I to był mój błąd. Mężczyzna odwrócił się na chwile w moją stronę. Jednak jego twarzy i tak nie widziałam bo promienie słoneczne mnie oślepiały.
-Nareszcie się obudziłaś.-powiedział. Jego głos był mi całkowicie obcy. Jedyne co zdradzał to to że był starszy ode mnie o kilka lat. Jednakże jego głos był niesamowicie seksowny.-Już się bałem że będę musiał cię zawieźć do szpitala.
Tak to bardzo miłe że martwi się o moje zdrowie, szkoda jednak że zapomniał o tym że mnie porwał.
-Kim jesteś?-chciałam usiąść jednak samochód gwałtownie zahamował i skręcił w prawo. Uderzyłam o przedni fotel i cofnęło mnie znów na siedzenie. Chciałam się przytrzymać ale on znów zahamował i spadłam z siedzenia. Bolało mnie kolano, żebra i głowa.
-Wybacz-.powiedział i wysiadł z auta. Obiegł samochód i otworzył drzwi. Złapał mnie pod pachy i wyciągnął z samochodu. Znajdowaliśmy się na jakiejś stacji benzynowej.  Zamknął samochód i pociągnął mnie w stronę sklepu. Chwycił mnie za dłoń, zachowywał się jakby nigdy nic się nie stało.  Więc co, mieliśmy teraz udawać parę?
-Nic nie kombinuj. Bo to się dla ciebie źle skończy.
Przeszedł mnie dreszcz. Przestałam się więc szamotać i weszłam posłusznie do sklepu. Złapał koszyk i poszliśmy do lodówki gdzie znajdowały się hermetycznie zamknięte kanapki. Wrzucił kilka do koszyka i podeszliśmy do półki z napojami.  Gdy miał już kilka butelek wody, spojrzał na mnie i pociągnął do stoiska z słodyczami. Wybrał kilka batonów zawierających dużą ilość błonnika  i udaliśmy się do kasy. Zapłacił za wszystko i wyszliśmy przed sklep. Włożył zakupy do bagażnika samochodu.
-Potrzebujesz skorzystać z toalety? Następny postój będzie dopiero za kilka długich godzin. Może zdołam stąd jakoś uciec.
-Okej.-mruknęłam. Wciąż trzymając mnie za dłoń odprowadził mnie pod drzwi łazienki.
-Tylko nawet nie myśl o żadnej ucieczce.-szepnął mi do ucha i puścił moją dłoń. Przytaknęłam i weszłam do środka. Oczywiście jak to w publicznych łazienkach strasznie tu śmierdziało. Na podłodze roiło się od papieru toaletowego i papierków po cukierkach.
Czym prędzej rozejrzałam się w poszukiwaniu okna. I znalazłam. Tylko za nic w świecie nie dosięgałam do niego i nie zmieściła by się w nim nawet moja głowa. Zrezygnowana podeszłam do umywalki i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Wyglądałam okropnie. Mój makijaż był rozmazany a włosy sterczały na wszystkie możliwe strony.
Odkręciłam kurek i zmyłam resztki makijażu. Hmm. Przydałaby się jakaś szczotka. Jednak mój porywacz raczej żadnej nie miał. Namoczyłam dłonie i rozczesałam włosy palcami.
-Skończyłaś już? Musimy już jechać.-krzyknął. Gdyby był choć trochę milszy i odpowiedziałby na moje pytanie to może i ja bym mu odpowiedziała. Niestety ładna buźka i seksowny głoś to nie wszystko.
Poprawiłam swoje bujne loki i przyjrzałam się swojemu odbiciu.
-Gabi w coś ty się wpakowała?-spytałam sama siebie. Zdenerwowany już chłopak uderzył tak mocno w drzwi aż ze strachu podskoczyłam.
-Jesteś tam? Nie zmuszaj mnie żebym tam wszedł!
Tsa, akurat. Ruszyłam w stronę wyjścia. Wzięłam głęboki oddech i pchnęłam mocno drzwi. Usłyszałam jęknięcie.
-Ups.-mruknęłam. Przecież mnie też bolało gdy wciskał gwałtownie hamulec. Skierowałam się do samochodu. Po drodze rozglądałam się za jakimiś znakami, by zorientować się w którą stronę jedziemy.
Otworzył drzwi i wsiedliśmy do środka.
-Zapnij pasy. Nie zamierzam płacić za ciebie mandatu.-jego głos był szorstki, mimo to wciąż seksowny.
-Kim jesteś?-spytałam.
-Zapnij pasy.-powtórzył.
-Nie zapnę dopóki mi nie odpowiesz.
Westchnął. Pochylił się w moją stronę i chwycił za pas bezpieczeństwa. Zapiął go.
-Tak ciężko było ci to zrobić?
-A tobie jest ciężko mi odpowiedzieć?-odpalił silnik i ruszył z piskiem opon.
Chwile milczał, dokładniej milczał tak długo dopóki nie osiągnął setki na liczniku.
-Na imię mam Dawid. Moje nazwisko nie jest ci do niczego potrzebne.--Dlaczego mnie porwałeś?
-Nie porwałem cię. Myślisz że gdybym to zrobił to zdradziłbym ci swoje imię?
-Zawsze mogłeś podać zmyślone.-spojrzałam znów na licznik.-Śpieszysz się gdzieś?
Oczywiście nie doczekałam się żadnej odpowiedzi.
-Więc skoro mnie nie porwałeś to co ja tutaj robię?
-Chronię cię. Ze mną jesteś bezpieczna.
-Czy z twoją głową wszystko w porządku? Chyba za mocno oberwałeś tymi drzwiami.
-Śmieszy cię to?
-Wiesz co mnie śmieszy? To że ubzdurałeś sobie że jesteś moim.. Hmm.. Aniołem stróżem?-zadrwiłam.-Nie spodziewaj się że będę ci dziękować za twoją "ochronę". Jedyne co mi sprawiłeś to obolałe żebra i kolano. Więc nie chrzań mi tu o ratowaniu mnie.-założyłam ręce na piersi.-To jest porwanie.
-Nie porwałem cię rozumiesz!-docisnął gazu i wyprzedził kilka samochodów.-Grozi ci wielkie niebezpieczeństwo. Moim zadaniem jest zabranie ciebie w bezpieczne miejsce i mam dbać o to by nic ci się nie stało.
-O jakim niebezpieczeństwie mówisz?
-Daj mi się skupić na drodze dobrze?
-Nie, nie dobrze. Gdzie mnie zabierasz?
-W bezpieczne miejsce.
-Och przestań się powtarzać i mów gdzie jedziemy.
-Sama zobaczysz.