wtorek, 18 października 2016

6.

Nerwowo bawiłam się pierścionkiem.
Nagle coś zaczęło piszczeć. Drgnęłam. Dawid zerwał się na równe nogi. Podbiegł do komody i wyjął broń.
Wyszedł z pokoju celując w drzwi, prowadzące do białego korytarza.
Podszedł do telewizora i zaczął coś wciskać. Pojawił się obraz z starego domu. Jakiś dwóch facetów stało przy regale i grzebali w książkach.
-Dawid co się dzieje?-byłam przerażona.
-Spokojnie, to nasi.-odetchnął. Znów coś wcisnął, regał się wysunął. Mężczyźni weszli do środka.
Podszedł do drzwi i je otworzył. Po chwili zobaczyliśmy jak winda się otwiera. Mężczyźni ruszyli do przodu. Dawid szerzej otworzył drzwi.  
Gdy weszli przywitali się z Dawidem.
-Co was do nas sprowadza?-zapytał Dawid.
-Musicie stąd uciekać.
-Co?! Dlaczego?!-pisnęłam.
-Porwali twoich rodziców. Namierzyli was gdy rozmawialiście.
Wpadłam w panikę.
-Ile mamy czasu?-spytał Dawid.
-Nie wiele. Pakujcie się i uciekajcie stąd.
Dawid złapał mnie za rękę i zaciągnął mnie do pokoju.
-Pakuj się!-sam poszedł do swojego pokoju i również zaczął się pakować.
Byłam załamana przecież tata i Dawid mówili że nic nam tu nie grozi. Że nas nie znajdą.
Nie chciałam stąd uciekać.
Po nie całych dziesięciu minutach do mojego pokoju wszedł Dawid. Miał na sobie koszulkę. Widział że męczę się z walizką więc nacisnął na nią kolanem i zamknął zamek. Złapał moją walizkę i kazał mi iść do wyjścia.
-My tu zostajemy. Przyjadą ochroniarze którzy byli w okolicy. Zrobimy małą zasadzkę. -Dawid kiwnął głową.
-Dobra spadamy stąd Gabi.-spojrzał na mnie. Widziałam troskę w jego oczach.
Przez las prawie biegliśmy. Widziałam że Dawid co chwilę rozgląda się i sprawdza czy nikogo nie ma w pobliżu.
Gdy byliśmy obok samochodu pomogłam Dawidowi zdjąć plandekę i włożyć bagaże.
Odjechaliśmy najszybciej jak to było możliwe.
-Dokąd jedziemy?-spytałam gdy pędziliśmy ekspresówką.
-Jak najdalej stąd.-spojrzał na mnie.
-To znaczy gdzie?
-Gabi nie wiem! Na razie jedziemy. W drodze się pomyśli gdzie i co dalej.-był równie zdenerwowany jak ja. Oparłam głowę o szybę i podkuliłam nogi. Starałam się powstrzymywać łzy.
Jechaliśmy już ponad godzinę. Dawid a ni razu się nie odezwał. Ja tym bardziej. Było mi smutno.
Spojrzałam na niego, on nie odwzajemnił spojrzenia. Więc znów tempo patrzyłam przez okno. Dojeżdżaliśmy do jakiegoś miasteczka.
-Zatrzymasz się w najbliższym sklepie? Chciałabym kupić sobie coś do picia.-odezwałam się ale wciąż nie patrzyłam na niego. Za to on zerknął na mnie.
-Tak, zaraz się zatrzymam.-zwolnił i rozglądał się za sklepem. Gdy dojrzał jakiś przydrożny sklep zajechał pod niego.
Odpięłam pas i już chciałam wysiąść gdy przypomniało mi się że nie mam pieniędzy.
-Eem. Dasz mi pieniądze?-spytałam.
-Idę z tobą.-kiwnęłam głową i wysiadłam z samochodu. Poczekałam na Dawida i weszliśmy razem do sklepu.
Od razu skierowałam się do działu z napojami. Dawid ruszył za mną. Wrzucił do koszyka kilka małych butelek z wodą.
-Musimy wziąć kanapki. Teraz będziemy dbać sami o siebie.-spojrzał​ na mnie. Tylko kiwnęłam głową i poszłam za nim. Gdy już zapłaciliśmy za zakupy czym prędzej ruszyliśmy do auta.
-Chcesz się napić?-spytałam gdy już ruszyliśmy.
-Tak, chętnie.-odkręci​łam mu wodę i podałam.
-Wiesz gdzie teraz jedziemy?-spoglądałam na bułkę którą próbowałam wyjąć z foli.
-Cały czas myślę. Ale nie martw się, znajdę nam bezpieczne miejsce.
-Wiesz co będzie z moimi rodzicami?
-Nie mam pojęcia Gabi.-westchnął.​-O twoich rodzicach wiedziałem tylko tyle że nie są zwykłymi pracownikami. Domyślałem się że są jakimiś tajnymi agentami, ponieważ znali mojego ojca.
-Więc kim był twój ojciec?
-Wysoko postawionym wojskowym. Pracował dla jakiejś tajnej grupy ludzi. Tam szkolił młodych. Uczył ich walki, obsługi broni i szpiegostwa.-słu​chałam z zainteresowaniem​. Pierwszy raz się tak przede mną otworzył.-Na początku gdy się okazało że waszej rodzinie może grozić niebezpieczeństw​o, mój ojciec miał cię na oku. Tuż przed jego śmiercią poznałem twoich rodziców. Dali mi twoje zdjęcia i wszystkie informacje o tobie. Tata uczył mnie jak cię obserwować tak byś mnie nie zauważyła. Twoi rodzice śledząc moje postępy uznali że najlepiej będzie gdy to ja będę twoim ochroniarzem. Mój tata zaś miał ich bronić. I robił to najlepiej jak potrafił.
-Jak zginął twój ojciec?-bałam się zadać to pytanie ale zaciekawiła mnie ta historia.
-To było dwudziestego lipca, zeszłego roku.-spojrzał na mnie. Wtedy gdy miałam urodziny.-Mój ojciec został wezwany przez twojego ojca. Pojechał na umówione spotkanie nie daleko waszego domu. Nie wiem co twój ojciec miał mu do przekazania. Ale wiem że gdy wracał już do domu po spotkaniu z twoim ojcem, napadli go ci z którymi twoi rodzice mają na pieńku. Torturowali go całymi dniami. Mój ojciec nic im nie powiedział więc postanowili go zabić. Wysłali wam paczkę z jego głową. Moja rodzina dostała jego dłoń z obrączką.-poczuł​am że jest mi nie dobrze. To było straszne!
Otworzyłam okno i próbowałam nabrać świeżego powietrza w płuca.
-Zatrzymać się?-spytał z troską.
-Nie, poradzę sobie.-zwolnił i to znacząco bo z setki wyhamował do mniej niż pięćdziesięciu.
-Może jednak się zatrzymam? Nie wyglądasz najlepiej. Przepraszam mogłem ci tego nie mówić.
-Nie. To dobrze że mi powiedziałeś.-napiłam się wody i wzięłam głęboki oddech.-Już mi lepiej.
-Jeśli będzie coś nie tak to mów.-tylko kiwnęłam głową.
Było grubo po dwudziestej trzeciej a my nadal jechaliśmy. Robiliśmy tylko krótkie przerwy.
Od godziny szukaliśmy jakiegoś motelu ale nic nie mogliśmy znaleźć. A teraz znajdowaliśmy się w lesie. Dawid uznał że tu się schowamy i prześpimy.
Wyjęłam bluzę z bagażu i położyłam się tak jak Dawid na fotelu. Okryłam się nią.
-Dobranoc księżniczko.-szepnął.
-Dobranoc.-odpowiedziałam. Dawid zamknął oczy a ja wciąż mu się przyglądałam.
Leżałam jeszcze tylko chwilę aż w końcu zasnęłam.
Gdy się przebudziłam widziałam jak Dawid składał swój fotel. Nie czułam się najlepiej więc zarzuciłam bluzę na głowę i znów zasnęłam.
Obudziłam się.
Dawida w samochodzie nie było. Usiadłam i rozejrzałam się. Staliśmy pod stacją paliw. Dawid rozmawiał z mężczyzną od dystrybutora. Złożyłam swój fotel i wysiadłam z samochodu. Dawid na mnie spojrzał.
-Wyspana?-podszedł do mnie.
-Tak. Ale muszę do łazienki.-spoglądał na mnie z troską.-Emm.-miałam dość zachrypnięty głos.-Mógłbyś załatwić nam jakąś kawę?
-Tak zaraz to zrobię.
-Dzięki.-dziś nie było za ciepło więc założyłam bluzę i powędrowałam do łazienki.
Miałam podkrążone oczy. Przemyłam twarz wodą. Było mi strasznie zimno. Objęłam się rękoma i powędrowałam do auta. Zapięłam pas i podkuliłam pod siebie nogi. Po chwili przyszedł Dawid z gorącą kawą i podgrzanymi sandwichami.
-Proszę.-podał mi.
-Dzięki.
-Zimno ci?
-Tak, trochę tak.-napiłam się kawy. Ściągnął swoją bluzę i położył mi ją na nogi.-Och, ale nie musisz.
-Okryj się nią. Będzie ci cieplej.
-A co z tobą?
-Mnie rozgrzeje kawa.-ruszyliśmy.
Kolejny dzień spędziliśmy w samochodzie.
Jednak do tej pory nie powiedział mi gdzie jedziemy.
Pod głosiłam radio i naciągnęłam kaptur od bluzy. Oparłam głowę o szybę.
Widziałam że Dawid na mnie spogląda. Znów byliśmy w jakimś mieście. Zajechaliśmy pod stację paliw.
-Przecież nie dawno tankowaliśmy.-odezwałam się.
-Nie jesteśmy tu po paliwo. Zaraz wracam.
Po chwili zapukał w moje okno. Podał mi gorącą kawę, kanapki i kilka batonów.
-Powiesz mi gdzie jedziemy?
-Do hotelu.-spojrzał na mnie.-Potrzebujemy odpocząć.
Po kilku minutach kierowaliśmy się już do naszego pokoju.
Pokój w którym mieliśmy spać były dwa łóżka. Zajęłam te bliżej okna.
-Chcesz pierwsza skorzystać z łazienki?
-Możesz być pierwszy.
-Dzięki.
Położyłam się na łóżku i patrzyłam przez okno. Znajdowaliśmy na 7 piętrze.
Czułam że moja dusza pragnie krzyczeć, płakać. Wyć z tej beznadziejnej sytuacji.
Nim się zorientowałam z oczu popłynęły mi łzy. Rozpłakałam się na dobre. Wpadłam w szał. Zrzuciłam z łóżka poduszkę i pościel. Krzyczałam i kopałam co stało mi na drodze. Uderzałam pięściami w ścianę. Słyszałam że ktoś krzyczy ale nie wiedziałam kto i co mówi.
Poczułam mokre ramiona obejmujące mnie. Miotałam się i wciąż krzyczałam. Jego dłonie zacisnęły się mocniej na moich nadgarstkach i odwrócił mnie w swoją stronę. Cały czas nie dawałam za wygraną. Szarpałam się jak dziecko.
-Puść mnie!-krzyczałam.
-Uspokój się! Jestem przy tobie.-próbował mnie przytulić.
Opadałam z sił. Udało mu się. Wtulił mnie do swojej wciąż mokrej klatki.
Wciąż płakałam. Dawid głaskał mnie po głowie i nucił coś pod nosem na uspokojenie.
Wsunął dłoń pod moje uda i wziął mnie na ręce. Położył się ze mną na łóżku. Cały czas mnie przytulał.
Ocierał moje zapłakane oczy. Nie chciałam by patrzał na moją zapłakaną twarz. Wtuliłam się w jego klatkę.
-Cii. Wszystko będzie dobrze.-szeptał mi do ucha.-Zobaczysz. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci to.
Leżałam zapłakana tak długo aż zasnęłam.
Obecność Dawida czułam przez całą moją drzemkę. Jednak gdy się przebudziłam nie było go obok mnie. Stał przed oknem i rozmawiał z kimś przez telefon.
-Mamo nie martw się wszystko jest w porządku. Jesteśmy nie daleko was. Nie mamo, nie mogę tyle ryzykować. Doskonale wiesz jakie są zasady, gdy ojciec zajmował się tymi sprawami nawet nie pomyślałaś by naruszać jego zasady więc teraz uszanuj moje. Mamo. Proszę. Tak. Muszę już kończyć. Powiedz Tusi że ją kocham. Do zobaczenia.-stał chwile nie ruchomo.
-Kto to jest Tusia?-spytałam nagle.
Przechylił głowę ale nie spojrzał na mnie. Miał spuszczony wzrok.
-Moja kuzynka która z nami mieszka. Ma 5 lat.
-Oh. Dobrze.
Rozejrzałam się po pokoju. Sprzątnął cały brud który zrobiłam.
Podeszłam do swojej torby i wyjęłam czyste ubranie.
-Ruszamy stąd o siódmej.-powiedział gdy wyciągnęłam potrzebne rzeczy.
-Dobrze.
Po wyjściu z łazienki, Dawid leżał na swoim łóżku więc i ja się położyłam. Opatuliłam się kocem i wtuliłam głowę w poduszkę. Dawid przekręcił się na bok i przyglądał mi się uważnie.
-Jak się czujesz?-spytał.
-A jak powinna się czuć osoba która była oszukiwana całe życie przez swoich najbliższych?
Tylko kiwnął głową.
Przez chwile nic nie mówił tylko spoglądał na mnie. Zastanawiałam się, o czym myślał gdy tak mi się uważnie przyglądał.
-Powinniśmy się przespać by mieć siły na jutrzejszy dzień.
-W takim razie miłych snów.-szepnęłam.
Dawid spojrzał jeszcze raz na mnie po czym odwrócił się i po chwili słyszałam jego spokojny oddech. Ja jednak nie mogłam zasnąć. Długo leżałam i myślałam o rodzicach. Zastanawiałam się czy są bezpieczni? Kiedy wreszcie wytłumaczą mi o co w tym wszystkim chodzi?
Było już po dwudziestej trzeciej a ja wciąż nie spałam. Wstałam wraz z kocem i podeszłam do okna. Patrzyłam na te piękne miasto które nocą miało ogrom życia w sobie. Przysunęłam sobie fotel i tak przyglądałam się wszystkim budynkom. Sen wciąż nie chciał zawitać do mnie choć czułam się zmęczona. Siedziałam w fotelu dobrą godzinę gdy poczułam ogarniający mnie smutek. Do oczu znów nabierały mi łzy. Spojrzałam na śpiącego Dawida i nagle wstałam z fotela. Podeszłam bliżej niego. Wyglądał uroczo. Nie wiedząc czemu wsunęłam mu się do łóżka i przytuliłam do jego klatki. Dawid objął mnie i pocałował delikatnie w czoło.
Jego ciepło przechodziła teraz na mnie. Zrobiło mi się błogo. Po chwili zasnęłam.

piątek, 15 lipca 2016

5.

Patrzyłam przez okno i śmiałam się z dowcipu taty. Jechaliśmy nad morze. Mieliśmy spędzić w wynajętym domku który był położony kilka metrów od plaży.
Mama podawała mi opakowanie pierników które wcześniej razem upiekłyśmy.
Tata wyciągnął dłoń by złapać kilka pierników i wtedy wjechała w nas ogromna biała ciężarówka. Poczułam ogromny ból głowy i mocno obolałe mięśnie. Ocknęłam się kilka metrów od samochodu. Podniosłam się z ulicy. Panował chaos. Na drodze leżały części ciężarówki i naszego samochodu. Było pełno dymu. Rodzice! Podbiegłam do samochodu. Widziałam wystającą dłoń mamy. Zaczęłam do niej krzyczeć. Nie odzywała się. Tata też milczał. Podeszłam bardzo blisko i wtedy to zobaczyłam.
Byli cali zakrwawieni. Wielki pręt był przebity przez mamę. Miała otwarte oczy, jej gałki były pełne krwi. Tata był cały w szkle. Z jego gardło wychodziły tysiące odłamków szkła. Również miał otwarte oczy. Oni nie żyli! Zaczęłam krzyczeć z całych sił.
Jak się okazało krzyczałam nie tylko we śnie. Do mojego pokoju wbiegł przerażony Dawid z bronią w dłoniach.
-Gabi!-wołał.
Usiadłam prosto na łóżku. Byłam cała spocona. Oczy miałam spuchnięte od łez. Płakałam przez sen.
-Gabi! Wszystko w porządku?!-klasnął i zapaliło się światło.
Podbiegł do mnie i usiadł obok. Mocno mnie przytulił.
Nie byłam w stanie się uspokoić. Zanosiłam się gorzkimi łzami.
-Spokojnie, jesteś już bezpieczna księżniczko.-kołysał mną delikatnie i głaskał po głowie.
Gdy już się trochę uspokoiłam odsunął się ode mnie.
-Przynieść ci coś do picia?
Pokiwałam głową. Bolało mnie gardło. Od krzyku. Minutę później był już znów u mego boku. Napiłam się i oddałam mu szklankę. Odstawił szklankę na szafkę.
Pogłaskał mnie po policzku i wsunął kosmyk włosów za ucho.
-Poczekać aż zaśniesz?
Znów tylko kiwnęłam głową. Przeszedł więc na druga stronę łóżka i położył się.
-Jak zaśniesz to wrócę do siebie. Dobrze?
-Dobrze.-przytuliłam głowę do poduszki i patrzyłam na jego usta. A on cały czas głaskał mnie po twarzy i szyi. Po kilku minutach zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się po ósmej.
Czułam się potwornie zmęczona mimo to nie mogłam zasnąć. Przynajmniej nie w tym pokoju. Ściągnęłam z łóżka koc i poszłam do salonu na kanapę.
Włączyłam telewizor ale że nic sensownego nie mogłam znaleźć, po chwili go wyłączyłam.
Podkuliłam nogi i mocniej opatuliłam się kocem. Po kilku minutach, które ciągnęły się nie miłosiernie, zasnęłam.
Obudził mnie zapach dobiegający z kuchni. Obracając się na kanapie spadłam z niej.
-Aaa!-krzyknęłam w moim krótkim locie.-Aau!-zawyłam.
Mój anioł natychmiast znalazł się przy mnie.
-Gabi! Jeny nic ci się nie stało? Boli cie coś?-pomógł mi podnieść się z podłogi.
-Eh. Boli mnie kolano i moja godność.-mruknęłam.
Zaśmiał się delikatnie Tak bo przecież to było strasznie zabawne. Schyliłam się po koc i rzuciłam go na kanapę.
-Pokaż mi te kolano.-kucnął i podwinął mi nogawkę.-Mhm. Trzeba zrobić zimny okład.
-Świetnie.-burknęłam. Pomógł mi dojść do kuchni. Wspięłam się na blat i podwinęłam nogawkę która zsunęła mi się po drodze.
-Niestety nie mamy lodu. Twoi rodzice zaopatrzyli nas w najróżniejsze smakołyki ale o lodzie nie pomyśleli.-owinął mrożonki w ścierkę i przyłożył mi do kolana.-To dziś na obiad będą gotowane warzywa.-uśmiechnął się.
-Nie podzielam twojego entuzjazmu.-tylko się uśmiechnął.
Spojrzał mi prosto w oczy. Miałam wrażenie że zagląda prosto w mój umysł. Jakby wiedział o czym teraz myślę. Poczułam się niezręcznie.
Zerknęłam na jego usta. Czy on naprawę wiedział o czym ja myślę? Czy wiedział że chcę go pocałować? Znów zobaczyłam jego urocze dołeczki, i zarumieniłam się.
Zacisnęłam tak mocno dłonie na blacie że zbielały mi kostki. Nie mogłam go pocałować. Przynajmniej nie pierwsza. Teraz to ja delikatnie się uśmiechnęłam.
Jego usta rozchyliły się. Czy to ten moment? Czy on za chwile mnie pocałuje? Cholera przecież jeszcze zębów nie umyłam! Jak tu się wykręcić? Poczułam mocny ścisk w brzuchu i nagle głośno mi zaburczało.
Dawid zaśmiał się i odsunął.
-Ktoś tu chyba jest głodny?
-A ty myślisz że dlaczego ja z tej kanapy spadłam?-próbowałam zażartować.
-Aż tak skusiły cię zapachy jajecznicy?
-Wiesz jestem potwornie głodna. Zjadłabym cokolwiek.
Założył ręce na piersi.
-Sugerujesz coś?-jego uśmiech był uwodzicielski.
-Oczywiście że nie.-odwzajemniłam uśmiech i zsunęłam się z blatu.-To co, dasz mi trochę tej swojej przepysznej jajecznicy?
-O ile poprosisz.-sięgnął po drugi talerzyk.
-Chyba nie muszę prosić.-złapałam szklanki z sokiem i ruszyliśmy do salonu. Oczywiście usiedliśmy naprzeciw siebie.
Gdy kończyliśmy jeść odezwał się niepewnie.
-Co ci się przyśniło w nocy?-obserwował mnie czujnie. Odstawiłam szklankę i zaczęłam grzebać w talerzu.
-Nie pamiętam dokładnie. Jedyne co zapamiętam to obraz martwych rodziców.-spojrzałam na niego. Długo się nie odzywał. A ja czekałam aż zje.
-Skoro zrobiłeś śniadanie to ja zmyję naczynia.
-Ty myjesz ja wycieram.-wstał razem ze mną od stołu i ruszyliśmy do kuchni.
-Nie jesteś za młody na bycie ochroniarzem?-spytałam gdy zmywałam.
-Może jestem. Ale dostałem w spadku po tacie firmę. Obiecałem mu że zajmę się nią najlepiej jak potrafię.
-Co się stało z twoim tatą?-zagryzłam wargę. Nie patrzyłam na niego. Nie chciałam żeby poczuł się źle, choć wiedziałam że to co powie to nic przyjemnego.
-Zginął w tam tym roku.-odłożył talerz.-W moje urodziny.
-Przykro mi.
-Nie tobie jednej.-przypomniał mi się sen. Zamyśliłam się i mechanicznie podawałam mu naczynia.
Zobaczyłam martwą mamę i upuściłam szklankę. Rozbiła się na małe drobinki.
-Jeny! Przepraszam! Zaraz to sprzątnę.-zabrałam się za wybieranie szkła z zlewu.-Au!-kawałek szkła wbił mi się w palec. Podniosłam palec i zobaczyłam wbite szkło.
-Daj.-złapał moją dłoń i wsunął ją pod strumień zimnej wody. Szkło nie było duże, wypadło pod naporem wody.
Dawid sięgnął ręcznik papierowy i zawinął mi palec.
-Niestety nie mam plastrów.-ucałował wierzch mojej dłoni. Zarumieniłam się.
Złapał mnie za biodra i posadził na blacie po drugiej stronie.
-Posprzątam to, a ty się nie ruszaj.
Nie zamierzałam zaprzeczać. Przyglądałam mu się. Obserwowałam każdy jego ruch. Widziałam jak jego mięśnie się poruszały. Wyglądał bardzo pociągająco. Gdy skończył podszedł do mnie.
-Jak paluszek?-spojrzałam na mój palec. Przesunęłam go w jego stronę. Delikatnie odwinął chusteczkę.-Już nie krwawi.-powiedział z uśmiechem. Spojrzałam.
-Tak, masz rację.-znów patrzył mi prosto w oczy. Nic nie mówił. Ja też nie zamierzałam się odzywać. Wsunął dłoń w moje włosy. Przeszedł mnie dreszcz po karku. Zagryzłam wargę. Dawid oparł swoje czoło o moje. Jego usta były wygięte w delikatnym uśmieszku. Nasze nosy się stykały. Czułam jego oddech. Delikatnie złapałam go za koszulkę. Chciałam go do siebie przyciągnąć, ale skoro zastanawia się czy mnie pocałować, nie chciałam tego robić.
-Księżniczko.-szepnął. Powoli spoglądałam to na jego usta to na oczy.
Długo mam jeszcze czekać? No zrób to wreszcie!
Oblizałam swoje usta. Uśmiechnął się.
-Co byś chciała robić księżniczko?-wymruczał mi do ucha.
-Eee.-tak właśnie przeszła kolejna okazja by go pocałować. Teraz nawet nie wiedziałam co powiedzieć. Pogłaskał mnie kciukiem po policzku.
Okej. Muszę się skupić.-Nie wiem, em.. a ty na co masz ochotę?-już nie stykaliśmy się czołami. Spoglądał na mnie z góry. Wysunął dłoń i położył ją na moim udzie. Ja wciąż trzymałam go za koszulkę.
-Muszę trochę poćwiczyć.-delikatnie się uśmiechał.
-Aa. No dobrze. Ja.. hmm. ja sobie coś znajdę do roboty.
-A nie chcesz iść ze mną?-jego uśmiech był zadziorny.
-Ćwiczyć?
-Ja będę ćwiczył a ty popatrzysz, ewentualnie przyniesiesz coś do picia lub wytrzesz mnie.-znów miał słodkie dołeczki, a ja znów się zarumieniłam. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
-Emm. No nie wiem. Nie chciałabym ci przeszkadzać.
-Nie będziesz.-spojrzał na moją dłoń która wciąż kurczowo trzymała go za bluzkę.
Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Siedziałam na skrawku blatu. Złapałam go za szyję. A on trzymał mnie za uda.
-Co robisz?-sapnęłam.
-Idziesz ze mną.-mruknął mi do ucha i wsunął dłonie pod moje pośladki. Podniósł mnie i zaniósł do swojego pokoju. Położył mnie na swoim łóżku. Był na de mną. Opierał się na łokciu i głaskał mnie po policzku. Moją twarz znów oblał rumieniec. Zbliżył się do mnie i złapał delikatnie w usta mój płatek ucha. Moją rękę założyłam mu na szyję. Właściwie nie wiedziałam dlaczego to robiłam, po prostu ją założyłam. Dawid znów się uśmiechnął i wyprostował. Zdjął koszulkę i rzucił ja w róg łóżka. Zrobiło mi się gorąco. Bardzo.
Jednak on już nie pochylił się nade mną tylko wstał z łóżka i wziął ręcznik z komody. Położył go na dywanie i położył się na nim. Zaczął robić brzuszki.
Usiadłam na brzegu łóżka, tuż obok jego koszulki.
Przyglądałam mu się. Co róż zerkał na mnie.
-Opowiedz mi coś o sobie.-mruknął.
-Ee. Co chcesz wiedzieć?
-No nie wiem. Zaskocz mnie czymś.
-Hmm.-myślałam.-Może to że większość kobiet nie wyobraża sobie życia bez zakupów, nie oznacza że i ja tego potrzebuję.
-Więc chcesz mi powiedzieć że nie masz szału na punkcie zakupów?-zmrużył oczy.
-Tak.
-Hmm. Nie chce mi się w to wierzyć.
-Dlaczego?-zaczęłam bawić się kosmykiem włosów.
-Bo jesteś kobietą.
-Co nie znaczy że muszę lubić chodzić na zakupy.
-Niech ci będzie.-sapnął.
-Więc..-spojrzałam na niego.-ty mi teraz coś powiedz o sobie.
-A co byś chciała wiedzieć?-spojrzał na mnie.
-Zaskocz mnie.-puściłam mu oczko. Parsknął śmiechem.
Jedyne co mi powiedział to to że nie ma rodzeństwa podobnie jak ja i że mieszka w własnym mieszkaniu. Nie chciał nic więcej powiedzieć.
Gdy skończył robić brzuszki wziął się za pompki. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
Dawid się nie odzywał. Słyszałam jak pod nosem liczy. Nie chciałam mu przeszkadzać.