6.
Nerwowo bawiłam się pierścionkiem.
Nagle coś zaczęło piszczeć. Drgnęłam. Dawid zerwał się na równe nogi. Podbiegł do komody i wyjął broń.
Wyszedł z pokoju celując w drzwi, prowadzące do białego korytarza.
Podszedł do telewizora i zaczął coś wciskać. Pojawił się obraz z starego domu. Jakiś dwóch facetów stało przy regale i grzebali w książkach.
-Dawid co się dzieje?-byłam przerażona.
-Spokojnie, to nasi.-odetchnął. Znów coś wcisnął, regał się wysunął. Mężczyźni weszli do środka.
-Spokojnie, to nasi.-odetchnął. Znów coś wcisnął, regał się wysunął. Mężczyźni weszli do środka.
Podszedł do drzwi i je otworzył. Po chwili zobaczyliśmy jak winda się otwiera. Mężczyźni ruszyli do przodu. Dawid szerzej otworzył drzwi.
Gdy weszli przywitali się z Dawidem.
Gdy weszli przywitali się z Dawidem.
-Co was do nas sprowadza?-zapytał Dawid.
-Musicie stąd uciekać.
-Co?! Dlaczego?!-pisnęłam.
-Porwali twoich rodziców. Namierzyli was gdy rozmawialiście.
Wpadłam w panikę.
Wpadłam w panikę.
-Ile mamy czasu?-spytał Dawid.
-Nie wiele. Pakujcie się i uciekajcie stąd.
Dawid złapał mnie za rękę i zaciągnął mnie do pokoju.
-Pakuj się!-sam poszedł do swojego pokoju i również zaczął się pakować.
Byłam załamana przecież tata i Dawid mówili że nic nam tu nie grozi. Że nas nie znajdą.
Nie chciałam stąd uciekać.
Nie chciałam stąd uciekać.
Po nie całych dziesięciu minutach do mojego pokoju wszedł Dawid. Miał na sobie koszulkę. Widział że męczę się z walizką więc nacisnął na nią kolanem i zamknął zamek. Złapał moją walizkę i kazał mi iść do wyjścia.
-My tu zostajemy. Przyjadą ochroniarze którzy byli w okolicy. Zrobimy małą zasadzkę. -Dawid kiwnął głową.
-Dobra spadamy stąd Gabi.-spojrzał na mnie. Widziałam troskę w jego oczach.
-Dobra spadamy stąd Gabi.-spojrzał na mnie. Widziałam troskę w jego oczach.
Przez las prawie biegliśmy. Widziałam że Dawid co chwilę rozgląda się i sprawdza czy nikogo nie ma w pobliżu.
Gdy byliśmy obok samochodu pomogłam Dawidowi zdjąć plandekę i włożyć bagaże.
Odjechaliśmy najszybciej jak to było możliwe.
Gdy byliśmy obok samochodu pomogłam Dawidowi zdjąć plandekę i włożyć bagaże.
Odjechaliśmy najszybciej jak to było możliwe.
-Dokąd jedziemy?-spytałam gdy pędziliśmy ekspresówką.
-Jak najdalej stąd.-spojrzał na mnie.
-To znaczy gdzie?
-Gabi nie wiem! Na razie jedziemy. W drodze się pomyśli gdzie i co dalej.-był równie zdenerwowany jak ja. Oparłam głowę o szybę i podkuliłam nogi. Starałam się powstrzymywać łzy.
Jechaliśmy już ponad godzinę. Dawid a ni razu się nie odezwał. Ja tym bardziej. Było mi smutno.
Spojrzałam na niego, on nie odwzajemnił spojrzenia. Więc znów tempo patrzyłam przez okno. Dojeżdżaliśmy do jakiegoś miasteczka.
Spojrzałam na niego, on nie odwzajemnił spojrzenia. Więc znów tempo patrzyłam przez okno. Dojeżdżaliśmy do jakiegoś miasteczka.
-Zatrzymasz się w najbliższym sklepie? Chciałabym kupić sobie coś do picia.-odezwałam się ale wciąż nie patrzyłam na niego. Za to on zerknął na mnie.
-Tak, zaraz się zatrzymam.-zwolnił i rozglądał się za sklepem. Gdy dojrzał jakiś przydrożny sklep zajechał pod niego.
Odpięłam pas i już chciałam wysiąść gdy przypomniało mi się że nie mam pieniędzy.
-Eem. Dasz mi pieniądze?-spytałam.
-Idę z tobą.-kiwnęłam głową i wysiadłam z samochodu. Poczekałam na Dawida i weszliśmy razem do sklepu.
Od razu skierowałam się do działu z napojami. Dawid ruszył za mną. Wrzucił do koszyka kilka małych butelek z wodą.
Odpięłam pas i już chciałam wysiąść gdy przypomniało mi się że nie mam pieniędzy.
-Eem. Dasz mi pieniądze?-spytałam.
-Idę z tobą.-kiwnęłam głową i wysiadłam z samochodu. Poczekałam na Dawida i weszliśmy razem do sklepu.
Od razu skierowałam się do działu z napojami. Dawid ruszył za mną. Wrzucił do koszyka kilka małych butelek z wodą.
-Musimy wziąć kanapki. Teraz będziemy dbać sami o siebie.-spojrzał na mnie. Tylko kiwnęłam głową i poszłam za nim. Gdy już zapłaciliśmy za zakupy czym prędzej ruszyliśmy do auta.
-Chcesz się napić?-spytałam gdy już ruszyliśmy.
-Tak, chętnie.-odkręciłam mu wodę i podałam.
-Wiesz gdzie teraz jedziemy?-spoglądałam na bułkę którą próbowałam wyjąć z foli.
-Cały czas myślę. Ale nie martw się, znajdę nam bezpieczne miejsce.
-Wiesz co będzie z moimi rodzicami?
-Nie mam pojęcia Gabi.-westchnął.-O twoich rodzicach wiedziałem tylko tyle że nie są zwykłymi pracownikami. Domyślałem się że są jakimiś tajnymi agentami, ponieważ znali mojego ojca.
-Więc kim był twój ojciec?
-Wysoko postawionym wojskowym. Pracował dla jakiejś tajnej grupy ludzi. Tam szkolił młodych. Uczył ich walki, obsługi broni i szpiegostwa.-słuchałam z zainteresowaniem. Pierwszy raz się tak przede mną otworzył.-Na początku gdy się okazało że waszej rodzinie może grozić niebezpieczeństwo, mój ojciec miał cię na oku. Tuż przed jego śmiercią poznałem twoich rodziców. Dali mi twoje zdjęcia i wszystkie informacje o tobie. Tata uczył mnie jak cię obserwować tak byś mnie nie zauważyła. Twoi rodzice śledząc moje postępy uznali że najlepiej będzie gdy to ja będę twoim ochroniarzem. Mój tata zaś miał ich bronić. I robił to najlepiej jak potrafił.
-Jak zginął twój ojciec?-bałam się zadać to pytanie ale zaciekawiła mnie ta historia.
-To było dwudziestego lipca, zeszłego roku.-spojrzał na mnie. Wtedy gdy miałam urodziny.-Mój ojciec został wezwany przez twojego ojca. Pojechał na umówione spotkanie nie daleko waszego domu. Nie wiem co twój ojciec miał mu do przekazania. Ale wiem że gdy wracał już do domu po spotkaniu z twoim ojcem, napadli go ci z którymi twoi rodzice mają na pieńku. Torturowali go całymi dniami. Mój ojciec nic im nie powiedział więc postanowili go zabić. Wysłali wam paczkę z jego głową. Moja rodzina dostała jego dłoń z obrączką.-poczułam że jest mi nie dobrze. To było straszne!
Otworzyłam okno i próbowałam nabrać świeżego powietrza w płuca.
-Zatrzymać się?-spytał z troską.
-Nie, poradzę sobie.-zwolnił i to znacząco bo z setki wyhamował do mniej niż pięćdziesięciu.
-Może jednak się zatrzymam? Nie wyglądasz najlepiej. Przepraszam mogłem ci tego nie mówić.
-Nie. To dobrze że mi powiedziałeś.-napiłam się wody i wzięłam głęboki oddech.-Już mi lepiej.
-Jeśli będzie coś nie tak to mów.-tylko kiwnęłam głową.
Było grubo po dwudziestej trzeciej a my nadal jechaliśmy. Robiliśmy tylko krótkie przerwy.
Od godziny szukaliśmy jakiegoś motelu ale nic nie mogliśmy znaleźć. A teraz znajdowaliśmy się w lesie. Dawid uznał że tu się schowamy i prześpimy.
Wyjęłam bluzę z bagażu i położyłam się tak jak Dawid na fotelu. Okryłam się nią.
-Dobranoc księżniczko.-szepnął.
-Dobranoc.-odpowiedziałam. Dawid zamknął oczy a ja wciąż mu się przyglądałam.
Leżałam jeszcze tylko chwilę aż w końcu zasnęłam.
Gdy się przebudziłam widziałam jak Dawid składał swój fotel. Nie czułam się najlepiej więc zarzuciłam bluzę na głowę i znów zasnęłam.
Obudziłam się.
Dawida w samochodzie nie było. Usiadłam i rozejrzałam się. Staliśmy pod stacją paliw. Dawid rozmawiał z mężczyzną od dystrybutora. Złożyłam swój fotel i wysiadłam z samochodu. Dawid na mnie spojrzał.
-Wyspana?-podszedł do mnie.
-Tak. Ale muszę do łazienki.-spoglądał na mnie z troską.-Emm.-miałam dość zachrypnięty głos.-Mógłbyś załatwić nam jakąś kawę?
-Tak zaraz to zrobię.
-Dzięki.-dziś nie było za ciepło więc założyłam bluzę i powędrowałam do łazienki.
Miałam podkrążone oczy. Przemyłam twarz wodą. Było mi strasznie zimno. Objęłam się rękoma i powędrowałam do auta. Zapięłam pas i podkuliłam pod siebie nogi. Po chwili przyszedł Dawid z gorącą kawą i podgrzanymi sandwichami.
-Proszę.-podał mi.
-Dzięki.
-Zimno ci?
-Tak, trochę tak.-napiłam się kawy. Ściągnął swoją bluzę i położył mi ją na nogi.-Och, ale nie musisz.
-Okryj się nią. Będzie ci cieplej.
-A co z tobą?
-Mnie rozgrzeje kawa.-ruszyliśmy.
Kolejny dzień spędziliśmy w samochodzie.
Jednak do tej pory nie powiedział mi gdzie jedziemy.
Pod głosiłam radio i naciągnęłam kaptur od bluzy. Oparłam głowę o szybę.
Widziałam że Dawid na mnie spogląda. Znów byliśmy w jakimś mieście. Zajechaliśmy pod stację paliw.
-Przecież nie dawno tankowaliśmy.-odezwałam się.
-Nie jesteśmy tu po paliwo. Zaraz wracam.
Po chwili zapukał w moje okno. Podał mi gorącą kawę, kanapki i kilka batonów.
-Powiesz mi gdzie jedziemy?
-Do hotelu.-spojrzał na mnie.-Potrzebujemy odpocząć.
Po kilku minutach kierowaliśmy się już do naszego pokoju.
Pokój w którym mieliśmy spać były dwa łóżka. Zajęłam te bliżej okna.
-Chcesz pierwsza skorzystać z łazienki?
-Możesz być pierwszy.
-Dzięki.
Położyłam się na łóżku i patrzyłam przez okno. Znajdowaliśmy na 7 piętrze.
Czułam że moja dusza pragnie krzyczeć, płakać. Wyć z tej beznadziejnej sytuacji.
Nim się zorientowałam z oczu popłynęły mi łzy. Rozpłakałam się na dobre. Wpadłam w szał. Zrzuciłam z łóżka poduszkę i pościel. Krzyczałam i kopałam co stało mi na drodze. Uderzałam pięściami w ścianę. Słyszałam że ktoś krzyczy ale nie wiedziałam kto i co mówi.
Nim się zorientowałam z oczu popłynęły mi łzy. Rozpłakałam się na dobre. Wpadłam w szał. Zrzuciłam z łóżka poduszkę i pościel. Krzyczałam i kopałam co stało mi na drodze. Uderzałam pięściami w ścianę. Słyszałam że ktoś krzyczy ale nie wiedziałam kto i co mówi.
Poczułam mokre ramiona obejmujące mnie. Miotałam się i wciąż krzyczałam. Jego dłonie zacisnęły się mocniej na moich nadgarstkach i odwrócił mnie w swoją stronę. Cały czas nie dawałam za wygraną. Szarpałam się jak dziecko.
-Puść mnie!-krzyczałam.
-Uspokój się! Jestem przy tobie.-próbował mnie przytulić.
Opadałam z sił. Udało mu się. Wtulił mnie do swojej wciąż mokrej klatki.
Wciąż płakałam. Dawid głaskał mnie po głowie i nucił coś pod nosem na uspokojenie.
Wsunął dłoń pod moje uda i wziął mnie na ręce. Położył się ze mną na łóżku. Cały czas mnie przytulał.
Ocierał moje zapłakane oczy. Nie chciałam by patrzał na moją zapłakaną twarz. Wtuliłam się w jego klatkę.
-Cii. Wszystko będzie dobrze.-szeptał mi do ucha.-Zobaczysz. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci to.
Leżałam zapłakana tak długo aż zasnęłam.
-Cii. Wszystko będzie dobrze.-szeptał mi do ucha.-Zobaczysz. Wszystko się ułoży. Obiecuję ci to.
Leżałam zapłakana tak długo aż zasnęłam.
Obecność Dawida czułam przez całą moją drzemkę. Jednak gdy się przebudziłam nie było go obok mnie. Stał przed oknem i rozmawiał z kimś przez telefon.
-Mamo nie martw się wszystko jest w porządku. Jesteśmy nie daleko was. Nie mamo, nie mogę tyle ryzykować. Doskonale wiesz jakie są zasady, gdy ojciec zajmował się tymi sprawami nawet nie pomyślałaś by naruszać jego zasady więc teraz uszanuj moje. Mamo. Proszę. Tak. Muszę już kończyć. Powiedz Tusi że ją kocham. Do zobaczenia.-stał chwile nie ruchomo.
-Kto to jest Tusia?-spytałam nagle.
Przechylił głowę ale nie spojrzał na mnie. Miał spuszczony wzrok.
-Kto to jest Tusia?-spytałam nagle.
Przechylił głowę ale nie spojrzał na mnie. Miał spuszczony wzrok.
-Moja kuzynka która z nami mieszka. Ma 5 lat.
-Oh. Dobrze.
Rozejrzałam się po pokoju. Sprzątnął cały brud który zrobiłam.
Podeszłam do swojej torby i wyjęłam czyste ubranie.
-Ruszamy stąd o siódmej.-powiedział gdy wyciągnęłam potrzebne rzeczy.
Rozejrzałam się po pokoju. Sprzątnął cały brud który zrobiłam.
Podeszłam do swojej torby i wyjęłam czyste ubranie.
-Ruszamy stąd o siódmej.-powiedział gdy wyciągnęłam potrzebne rzeczy.
-Dobrze.
Po wyjściu z łazienki, Dawid leżał na swoim łóżku więc i ja się położyłam. Opatuliłam się kocem i wtuliłam głowę w poduszkę. Dawid przekręcił się na bok i przyglądał mi się uważnie.
-Jak się czujesz?-spytał.
Po wyjściu z łazienki, Dawid leżał na swoim łóżku więc i ja się położyłam. Opatuliłam się kocem i wtuliłam głowę w poduszkę. Dawid przekręcił się na bok i przyglądał mi się uważnie.
-Jak się czujesz?-spytał.
-A jak powinna się czuć osoba która była oszukiwana całe życie przez swoich najbliższych?
Tylko kiwnął głową.Przez chwile nic nie mówił tylko spoglądał na mnie. Zastanawiałam się, o czym myślał gdy tak mi się uważnie przyglądał.
-Powinniśmy się przespać by mieć siły na jutrzejszy dzień.
-W takim razie miłych snów.-szepnęłam.
Dawid spojrzał jeszcze raz na mnie po czym odwrócił się i po chwili słyszałam jego spokojny oddech. Ja jednak nie mogłam zasnąć. Długo leżałam i myślałam o rodzicach. Zastanawiałam się czy są bezpieczni? Kiedy wreszcie wytłumaczą mi o co w tym wszystkim chodzi?
Było już po dwudziestej trzeciej a ja wciąż nie spałam. Wstałam wraz z kocem i podeszłam do okna. Patrzyłam na te piękne miasto które nocą miało ogrom życia w sobie. Przysunęłam sobie fotel i tak przyglądałam się wszystkim budynkom. Sen wciąż nie chciał zawitać do mnie choć czułam się zmęczona. Siedziałam w fotelu dobrą godzinę gdy poczułam ogarniający mnie smutek. Do oczu znów nabierały mi łzy. Spojrzałam na śpiącego Dawida i nagle wstałam z fotela. Podeszłam bliżej niego. Wyglądał uroczo. Nie wiedząc czemu wsunęłam mu się do łóżka i przytuliłam do jego klatki. Dawid objął mnie i pocałował delikatnie w czoło.
Jego ciepło przechodziła teraz na mnie. Zrobiło mi się błogo. Po chwili zasnęłam.