piątek, 15 lipca 2016

5.

Patrzyłam przez okno i śmiałam się z dowcipu taty. Jechaliśmy nad morze. Mieliśmy spędzić w wynajętym domku który był położony kilka metrów od plaży.
Mama podawała mi opakowanie pierników które wcześniej razem upiekłyśmy.
Tata wyciągnął dłoń by złapać kilka pierników i wtedy wjechała w nas ogromna biała ciężarówka. Poczułam ogromny ból głowy i mocno obolałe mięśnie. Ocknęłam się kilka metrów od samochodu. Podniosłam się z ulicy. Panował chaos. Na drodze leżały części ciężarówki i naszego samochodu. Było pełno dymu. Rodzice! Podbiegłam do samochodu. Widziałam wystającą dłoń mamy. Zaczęłam do niej krzyczeć. Nie odzywała się. Tata też milczał. Podeszłam bardzo blisko i wtedy to zobaczyłam.
Byli cali zakrwawieni. Wielki pręt był przebity przez mamę. Miała otwarte oczy, jej gałki były pełne krwi. Tata był cały w szkle. Z jego gardło wychodziły tysiące odłamków szkła. Również miał otwarte oczy. Oni nie żyli! Zaczęłam krzyczeć z całych sił.
Jak się okazało krzyczałam nie tylko we śnie. Do mojego pokoju wbiegł przerażony Dawid z bronią w dłoniach.
-Gabi!-wołał.
Usiadłam prosto na łóżku. Byłam cała spocona. Oczy miałam spuchnięte od łez. Płakałam przez sen.
-Gabi! Wszystko w porządku?!-klasnął i zapaliło się światło.
Podbiegł do mnie i usiadł obok. Mocno mnie przytulił.
Nie byłam w stanie się uspokoić. Zanosiłam się gorzkimi łzami.
-Spokojnie, jesteś już bezpieczna księżniczko.-kołysał mną delikatnie i głaskał po głowie.
Gdy już się trochę uspokoiłam odsunął się ode mnie.
-Przynieść ci coś do picia?
Pokiwałam głową. Bolało mnie gardło. Od krzyku. Minutę później był już znów u mego boku. Napiłam się i oddałam mu szklankę. Odstawił szklankę na szafkę.
Pogłaskał mnie po policzku i wsunął kosmyk włosów za ucho.
-Poczekać aż zaśniesz?
Znów tylko kiwnęłam głową. Przeszedł więc na druga stronę łóżka i położył się.
-Jak zaśniesz to wrócę do siebie. Dobrze?
-Dobrze.-przytuliłam głowę do poduszki i patrzyłam na jego usta. A on cały czas głaskał mnie po twarzy i szyi. Po kilku minutach zasnęłam.
Następnego dnia obudziłam się po ósmej.
Czułam się potwornie zmęczona mimo to nie mogłam zasnąć. Przynajmniej nie w tym pokoju. Ściągnęłam z łóżka koc i poszłam do salonu na kanapę.
Włączyłam telewizor ale że nic sensownego nie mogłam znaleźć, po chwili go wyłączyłam.
Podkuliłam nogi i mocniej opatuliłam się kocem. Po kilku minutach, które ciągnęły się nie miłosiernie, zasnęłam.
Obudził mnie zapach dobiegający z kuchni. Obracając się na kanapie spadłam z niej.
-Aaa!-krzyknęłam w moim krótkim locie.-Aau!-zawyłam.
Mój anioł natychmiast znalazł się przy mnie.
-Gabi! Jeny nic ci się nie stało? Boli cie coś?-pomógł mi podnieść się z podłogi.
-Eh. Boli mnie kolano i moja godność.-mruknęłam.
Zaśmiał się delikatnie Tak bo przecież to było strasznie zabawne. Schyliłam się po koc i rzuciłam go na kanapę.
-Pokaż mi te kolano.-kucnął i podwinął mi nogawkę.-Mhm. Trzeba zrobić zimny okład.
-Świetnie.-burknęłam. Pomógł mi dojść do kuchni. Wspięłam się na blat i podwinęłam nogawkę która zsunęła mi się po drodze.
-Niestety nie mamy lodu. Twoi rodzice zaopatrzyli nas w najróżniejsze smakołyki ale o lodzie nie pomyśleli.-owinął mrożonki w ścierkę i przyłożył mi do kolana.-To dziś na obiad będą gotowane warzywa.-uśmiechnął się.
-Nie podzielam twojego entuzjazmu.-tylko się uśmiechnął.
Spojrzał mi prosto w oczy. Miałam wrażenie że zagląda prosto w mój umysł. Jakby wiedział o czym teraz myślę. Poczułam się niezręcznie.
Zerknęłam na jego usta. Czy on naprawę wiedział o czym ja myślę? Czy wiedział że chcę go pocałować? Znów zobaczyłam jego urocze dołeczki, i zarumieniłam się.
Zacisnęłam tak mocno dłonie na blacie że zbielały mi kostki. Nie mogłam go pocałować. Przynajmniej nie pierwsza. Teraz to ja delikatnie się uśmiechnęłam.
Jego usta rozchyliły się. Czy to ten moment? Czy on za chwile mnie pocałuje? Cholera przecież jeszcze zębów nie umyłam! Jak tu się wykręcić? Poczułam mocny ścisk w brzuchu i nagle głośno mi zaburczało.
Dawid zaśmiał się i odsunął.
-Ktoś tu chyba jest głodny?
-A ty myślisz że dlaczego ja z tej kanapy spadłam?-próbowałam zażartować.
-Aż tak skusiły cię zapachy jajecznicy?
-Wiesz jestem potwornie głodna. Zjadłabym cokolwiek.
Założył ręce na piersi.
-Sugerujesz coś?-jego uśmiech był uwodzicielski.
-Oczywiście że nie.-odwzajemniłam uśmiech i zsunęłam się z blatu.-To co, dasz mi trochę tej swojej przepysznej jajecznicy?
-O ile poprosisz.-sięgnął po drugi talerzyk.
-Chyba nie muszę prosić.-złapałam szklanki z sokiem i ruszyliśmy do salonu. Oczywiście usiedliśmy naprzeciw siebie.
Gdy kończyliśmy jeść odezwał się niepewnie.
-Co ci się przyśniło w nocy?-obserwował mnie czujnie. Odstawiłam szklankę i zaczęłam grzebać w talerzu.
-Nie pamiętam dokładnie. Jedyne co zapamiętam to obraz martwych rodziców.-spojrzałam na niego. Długo się nie odzywał. A ja czekałam aż zje.
-Skoro zrobiłeś śniadanie to ja zmyję naczynia.
-Ty myjesz ja wycieram.-wstał razem ze mną od stołu i ruszyliśmy do kuchni.
-Nie jesteś za młody na bycie ochroniarzem?-spytałam gdy zmywałam.
-Może jestem. Ale dostałem w spadku po tacie firmę. Obiecałem mu że zajmę się nią najlepiej jak potrafię.
-Co się stało z twoim tatą?-zagryzłam wargę. Nie patrzyłam na niego. Nie chciałam żeby poczuł się źle, choć wiedziałam że to co powie to nic przyjemnego.
-Zginął w tam tym roku.-odłożył talerz.-W moje urodziny.
-Przykro mi.
-Nie tobie jednej.-przypomniał mi się sen. Zamyśliłam się i mechanicznie podawałam mu naczynia.
Zobaczyłam martwą mamę i upuściłam szklankę. Rozbiła się na małe drobinki.
-Jeny! Przepraszam! Zaraz to sprzątnę.-zabrałam się za wybieranie szkła z zlewu.-Au!-kawałek szkła wbił mi się w palec. Podniosłam palec i zobaczyłam wbite szkło.
-Daj.-złapał moją dłoń i wsunął ją pod strumień zimnej wody. Szkło nie było duże, wypadło pod naporem wody.
Dawid sięgnął ręcznik papierowy i zawinął mi palec.
-Niestety nie mam plastrów.-ucałował wierzch mojej dłoni. Zarumieniłam się.
Złapał mnie za biodra i posadził na blacie po drugiej stronie.
-Posprzątam to, a ty się nie ruszaj.
Nie zamierzałam zaprzeczać. Przyglądałam mu się. Obserwowałam każdy jego ruch. Widziałam jak jego mięśnie się poruszały. Wyglądał bardzo pociągająco. Gdy skończył podszedł do mnie.
-Jak paluszek?-spojrzałam na mój palec. Przesunęłam go w jego stronę. Delikatnie odwinął chusteczkę.-Już nie krwawi.-powiedział z uśmiechem. Spojrzałam.
-Tak, masz rację.-znów patrzył mi prosto w oczy. Nic nie mówił. Ja też nie zamierzałam się odzywać. Wsunął dłoń w moje włosy. Przeszedł mnie dreszcz po karku. Zagryzłam wargę. Dawid oparł swoje czoło o moje. Jego usta były wygięte w delikatnym uśmieszku. Nasze nosy się stykały. Czułam jego oddech. Delikatnie złapałam go za koszulkę. Chciałam go do siebie przyciągnąć, ale skoro zastanawia się czy mnie pocałować, nie chciałam tego robić.
-Księżniczko.-szepnął. Powoli spoglądałam to na jego usta to na oczy.
Długo mam jeszcze czekać? No zrób to wreszcie!
Oblizałam swoje usta. Uśmiechnął się.
-Co byś chciała robić księżniczko?-wymruczał mi do ucha.
-Eee.-tak właśnie przeszła kolejna okazja by go pocałować. Teraz nawet nie wiedziałam co powiedzieć. Pogłaskał mnie kciukiem po policzku.
Okej. Muszę się skupić.-Nie wiem, em.. a ty na co masz ochotę?-już nie stykaliśmy się czołami. Spoglądał na mnie z góry. Wysunął dłoń i położył ją na moim udzie. Ja wciąż trzymałam go za koszulkę.
-Muszę trochę poćwiczyć.-delikatnie się uśmiechał.
-Aa. No dobrze. Ja.. hmm. ja sobie coś znajdę do roboty.
-A nie chcesz iść ze mną?-jego uśmiech był zadziorny.
-Ćwiczyć?
-Ja będę ćwiczył a ty popatrzysz, ewentualnie przyniesiesz coś do picia lub wytrzesz mnie.-znów miał słodkie dołeczki, a ja znów się zarumieniłam. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
-Emm. No nie wiem. Nie chciałabym ci przeszkadzać.
-Nie będziesz.-spojrzał na moją dłoń która wciąż kurczowo trzymała go za bluzkę.
Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Siedziałam na skrawku blatu. Złapałam go za szyję. A on trzymał mnie za uda.
-Co robisz?-sapnęłam.
-Idziesz ze mną.-mruknął mi do ucha i wsunął dłonie pod moje pośladki. Podniósł mnie i zaniósł do swojego pokoju. Położył mnie na swoim łóżku. Był na de mną. Opierał się na łokciu i głaskał mnie po policzku. Moją twarz znów oblał rumieniec. Zbliżył się do mnie i złapał delikatnie w usta mój płatek ucha. Moją rękę założyłam mu na szyję. Właściwie nie wiedziałam dlaczego to robiłam, po prostu ją założyłam. Dawid znów się uśmiechnął i wyprostował. Zdjął koszulkę i rzucił ja w róg łóżka. Zrobiło mi się gorąco. Bardzo.
Jednak on już nie pochylił się nade mną tylko wstał z łóżka i wziął ręcznik z komody. Położył go na dywanie i położył się na nim. Zaczął robić brzuszki.
Usiadłam na brzegu łóżka, tuż obok jego koszulki.
Przyglądałam mu się. Co róż zerkał na mnie.
-Opowiedz mi coś o sobie.-mruknął.
-Ee. Co chcesz wiedzieć?
-No nie wiem. Zaskocz mnie czymś.
-Hmm.-myślałam.-Może to że większość kobiet nie wyobraża sobie życia bez zakupów, nie oznacza że i ja tego potrzebuję.
-Więc chcesz mi powiedzieć że nie masz szału na punkcie zakupów?-zmrużył oczy.
-Tak.
-Hmm. Nie chce mi się w to wierzyć.
-Dlaczego?-zaczęłam bawić się kosmykiem włosów.
-Bo jesteś kobietą.
-Co nie znaczy że muszę lubić chodzić na zakupy.
-Niech ci będzie.-sapnął.
-Więc..-spojrzałam na niego.-ty mi teraz coś powiedz o sobie.
-A co byś chciała wiedzieć?-spojrzał na mnie.
-Zaskocz mnie.-puściłam mu oczko. Parsknął śmiechem.
Jedyne co mi powiedział to to że nie ma rodzeństwa podobnie jak ja i że mieszka w własnym mieszkaniu. Nie chciał nic więcej powiedzieć.
Gdy skończył robić brzuszki wziął się za pompki. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
Dawid się nie odzywał. Słyszałam jak pod nosem liczy. Nie chciałam mu przeszkadzać.